czyli o Wrocławiu z innej strony
Blog > Komentarze do wpisu

Czarna ospa we Wrocławiu (1963)

Lato 1963 r. było upalne, ale był to także okres smutny i dramatyczny w życiu wrocławian. Miasto Wrocław przez 47 dni było sparaliżowane i niemal odcięte od świata. Wrocławianie niczym mieszkańcy XVII-XVIII wiecznego Bostonu (USA) żyli w strachu przed chorobą znaną jako Variola Vera, czyli ospą prawdziwą, nazywaną też w Polsce czarną ospą.


Wirus ospy - Variola virus
Źródło: Wikipedia.pl

Wszystko zaczęło się od powrotu z Indii oficera służb specjalnych Bonifacego J. 22 maja 1963 r. przybył on do Wrocławia i wkrótce zapadł na dziwną chorobę. 2 czerwca J. zgłosił się do szpitala MSW przy ul. Ołbińskiej we Wrocławiu. Lekarze szpitala MSW nie byli w stanie stwierdzić, z jaką chorobą mają do czynienia. Dopiero po konsultacjach z Zakładem Medycyny Tropikalnej w Gdańsku rozpoznano u pacjenta malarię. Po krótkiej hospitalizacji J. został wyleczony i już w połowie czerwca opuścił szpital. Podczas pobytu w szpitalu wirusem zaraziła się jednak salowa, sprzątająca izolatkę, w której przebywał Bonifacy J. Od wspomnianej salowej, która zachorowała na łagodną odmianę ospy prawdziwej, zaraziła się jej córka – pielęgniarka. Od salowej zaraził się również jej syn, następnym zarażonym był lekarz, u którego salowa szukała porady. W żadnym z tych przypadków choroby nie rozpoznano jako ospy prawdziwej, wysypkę przypisywano zaś ospie wietrznej (Varicella zoster).

Dopiero 15 lipca 1963 r., a więc półtora miesiąca po pierwszych zachowaniach, ogłoszono w mieście stan pogotowia przeciwepidemicznego. W tym czasie pielęgniarka, córka salowej, już od tygodnia nie żyła, a ospę prawdziwą rozpoznano przynajmniej u czterech osób: salowej, jej syna, lekarza i czteroletniego chłopca. Każda z tych osób, przed rozpoznaniem u nich choroby, miała kontakt z innymi ludźmi, którzy mogli być potencjalnie również zarażeni i mogli nieświadomie rozprzestrzeniać chorobę dalej... A to oznaczało, że we Wrocławiu może być już kilkuset chorych na czarną ospę, od których mogą zarażać się inni ludzie. Z każdą godziną wzrastało prawdopodobieństwo, że we Wrocławiu wybuchnie prawdziwa epidemia. Należało działać więc szybko i ograniczyć możliwość wystąpienia kolejnych śmiertelnych przypadków ospy prawdziwej.

Pierwszego dnia pogotowia epidemicznego we Wrocławiu zamknięto szpital MSW przy ul. Ołbińskiej, szpital przy ul. Rydygiera, w którym pracowała zmarła pielęgniarka oraz Miejski Szpital Zakaźny przy ul. Piwnej. Personel szpitali i pacjentów izolowano do odwołania. We Wrocławiu zaczął się okres „dyktatury lekarzy”. W izolatorium lekarze mogli zamknąć każdego „podejrzanego”. Znane są relacje o izolowaniu całego wesela, ponieważ jedna z przyjaciółek panny młodej byłą pielęgniarką i mogła mieć kontakt z chorobą. Uczestnikiem wesela był kierowca Komitetu Wojewódzkiego PZPR, który następnego dnia woził miejscowych notabli, więc izolowany został cały dolnośląski Komitet Wojewódzki.

Wkrótce Wrocław został otoczony kordonem sanitarnym. Zaczęły powstawać również izolatoria – miejsca, do których przywożono osoby podejrzane o kontakt z zarażonymi. Takie izolatorium powstało np. na północ od miasta, w Szczodrem. Życie towarzyskie i kulturalne w mieście na pewien czas zamarło. W miejscach publicznych pojawiły się plakaty „Witamy się bez podawania rąk”, klamki owijano bandażami nasączonymi chloraminą. Nocami po ciemnych ulicach krążyły konwoje – kilka karetek w asyście radiowozów MO. Taki konwój sanitarny przyjeżdżał po mieszkańców podejrzanych o kontakt z chorymi i odwoził ich do jednego z izolatoriów. 19 lipca rozpoczęły się masowe szczepienia przeciw ospie prawdziwej. Zaszczepienie się na ospę, jakbyśmy to teraz określili, było nawet trendy. Dziewczyny podwijały rękawy bluzek, tak, żeby ślad po szczepieniu był jak najlepiej widoczny dla wszystkich.


Zespół przeciwepidemiczny z Trzebnicy
Źródło: Wroclaw.Hydral.com.pl

Do ludzi zamkniętych w izolatoriach nie docierały wiarygodne informacje dotyczące sytuacji w mieście. To wywołało plotki. Ludzie mówli więc, że na wrocławskich ulicach leżały setki trupów, a zwłoki spalano w specjalnych krematoriach. Władza unikała jednak słowa „zaraza”, a sami mieszkańcy mówiąc o epidemii ospy używali określenia „Czarna Pani”.

W naprędce utworzonych izolatoriach na początku warunki bytowe były najczęściej dramatyczne. Brakowało podstawowych lekarstw, często nawet jedzenia. Wielu z izolowanych zachowywało się tak, jakby czekało na pewną śmierć. Niektórzy z nich postanowili więc używać ostatnich chwil życia. Do izolatorium w Praczach Odrzańskich trafił kierownik wrocławskiej wytwórni wina. Wkrótce potem na tyły izolatorium każdego wieczora za cichym przyzwoleniem milicjantów podjeżdżała ciężarówka z kilkoma skrzynkami taniego „wina”. Wśród izolowanych, co jakiś czas wybuchała panika – np. po tym, jak do jednego z izolatorium przywieziono wypożyczoną od wojska sporych rozmiarów parową komorę dezynfekcyjną. Wszyscy sądzili, że to spalarnia zwłok. Innym razem do izolatorium przyjechał transport trumien, potem okazało się, że przez pomyłkę. Ludzie zamknięci w izolatoriach żyli w paranoicznym strachu przed „Czarną Panią”. Nawet ślady po ukąszeniach komarów, które tego lata cięły okropnie, interpretowali jako symptomy choroby.


Wrocławscy lekarze w kombinezonach ochronnych
Źródło: Szczodre.net


Takie tablice witały przyjeżdżającyh do Wrocławia w lecie 1963 r.
Źródło: Szczodre.net

Tymczasem sytuacja w mieście powoli się stabilizowała. Efekty przynosił program szczepień przeciw czarnej ospie i ciężka, często wręcz heroiczna praca lekarzy i personelu medycznego niższego szczebla. Życie wracało do normy.

Tak relacjonowała wizytę w epidemicznym Wrocławiu dziennikarka „Przekroju” Ewa Kossak:
„Wysiadam na dworcu z pociągu ekspresowego. Świadectwo szczepienia mam w torebce. Dotąd nikomu nie pokazywałam, nikt się o nie nie pytał. Dopiero przy wyjeździe milicjant przy wyjściu na peron kontroluje świadectwa szczepień bez których z Wrocławia i województwa nie wypuszcza się nikogo.
W następnych dniach obowiązkiem posiadania świadectw szczepienia objęto także przyjeżdżających.
Dworzec pulsuje normalnym życiem. Tylko zapach jakiegoś środka odkażającego, który będzie mi potem towarzyszył przez cały czas pobytu.
- Przejezdna? - mówi kierowca taksówki. - Nie bała się pani? Podobno teraz wrocławiakom to się niektórzy nawet rękę podawać boją...
Trochę zmieszana mówię: - Ładne miasto.
- Pani, ja tu już mieszkam od czterdziestego siódmego. Na żadne inne bym się nie zamienił. A jak pięknie zabudowane. Mistera Wrocławia pani widziała? To tutaj: Dom Naukowca.
- A ospa? - pytam.
- Zaszczepieni jesteśmy - odpowiada - Jest, przejdzie. Niech się pani nie boi. Zaszczepiona, co?

Nie trudno trafić do gmachu Wydziału Zdrowia. Dziesiątki samochodów, sanitarek, ludzi w białych fartuchach, niektórzy z maskami na twarzy (ci, którzy przewożą chorych).
Na parterze dużej sali kilkanaście stołów, przy których ludzie szczepią się setkami. Klamki okręcone bandażami, nasyconymi środkami dezynfekcyjnymi. To już widziałam, tak jest we wszystkich wrocławskich gmachach publicznych i w wielu mieszkaniach prywatnych. Natomiast przy wejściu pierwszy raz zanurzam w miednicy ręce. Płyn pachnie ostro, szpitalnie. Chloramina - czytam napis na zbiorniku. Przez tych parę dni będę tak myła ręce w roztworze chloraminy nieustannie, po kilkanaście razy dziennie, przy wejściu do każdego urzędu, każdego gabinetu. Nawet przy wejściu do bardzo wielu prywatnych mieszkań stoją miednice z chloraminą, myje się nią klamki i progi.
(...)
Na ulicy upał i ruch. W tym dniu ogólna ilość chorych na ospę doszła do 94. Z Wrocławia 82 osoby, 12 z województwa. Ogółem przeszczepiono prawie 2 miliony ludzi. W izolatoriach ponad 900.
Izolatoria zaopatrywane są w pierwszej kolejności. Handel dostarcza napoje chłodzące, warzywa, owoce. Sypią się dary dla izolowanych: Diora posyła 8 aparatów radiowych i telewizor, w Pafawagu zrobiono składkę i kupiono dla izolatorium radio. Prezydium DRN - Fabryczna przekazało personelowi szpitalnemu w Praczach telewizor. Są i dary indywidualne: zabawki dla dzieci, książki.(..)
We Wrocławiu telefonistki z międzymiastowej pracują do 14 godzin na jednej zmianie. Jedna z dziewcząt bowiem zachorowała i całą 37-osobową zmianę trzeba było zawieźć do izolatorium.
Na końcowych przystankach tramwajowych konduktorzy zanurzają ręce w chloraminie. 7 sierpnia wiadomość, że 9 przypadków podejrzenia ospy po badaniu chemicznym zostały wyeliminowane. Niestety, jest też wiadomość o śmierci szóstej ofiary.
Pracownicy Energopomiaru złożyli w PCK książki, czasopisma, skrzynkę brzoskwiń, dżemy, cukierki i czekoladę dla izolowanych.
Poczta uruchomiła automat informujący o przebiegu walki z ospą. Kto nie miał okazji wysłuchać o 17.45 aktualnego komunikatu w radiu, może o 18.30 nakręcając numer 019 usłyszeć go przez telefon. Podłączyć się może 20 telefonów na raz.

- Tam we Wrocławiu musi być okropny nastrój - zdarzało mi się słyszeć, zanim tu przyjechałam. Niczego podobnego nie zauważyłam. Słyszę natomiast ciągle o przykładach ludzkiej ofiarności.
Kierowca, który jest na urlopie rezygnuje z niego i zgłasza się ochotniczo do najtrudniejszej pracy. Załoga miejskich pralni dobrowolnie zgłasza się do prania bielizny z izolatoriów, chociaż ludzie doskonale zdają sobie sprawę z tego, że przez bliżej w tej chwili nieokreślony czas, będą i oni musieli przebywać w odosobnieniu. Pod Wrocławiem sąsiedzi - chłopi wykonali wszystkie prace żniwne za rolnika, który padł ofiarą choroby. Salowa Sidor zgłasza się ochotniczo do pracy w szpitalu zakaźnym, dwoje małych dzieci pozostawia na opiece dalszej rodziny. Przekonana jestem, że są setki podobnych przykładów, o których nigdy się nie dowiemy.
Poza tym życie idzie swoim normalnym biegiem. Ludzie co wieczór podlewają wyschłe od żaru słońca kwiaty na balkonie, zakochani snują się po parkach, w kawiarniach pije się kawę, typuje liczby w toto-lotka, zakłada nowe książeczki PKO. A rano ludzie idą do codziennej pracy. Większość z nich mieszka tu od pierwszych dni powojennych. Kochają to miasto, nie zamieniliby go na żadne inne. I może właśnie dlatego tak chlubnie zdają egzamin ze zdyscyplinowania i rozwagi.”
Przekrój, nr 959 z dn. 25 sierpnia 1963 r.
Za: Staraprasa.pl

Alarm epidemiczny odwołano 19 września. Zachorowało 99 osób, zmarło siedem. Do izolatoriów trafiło 2,5 tys. osób. Przeciw czarnej ospie zaszczepiono 8 mln Polaków, z czego 2 mln na Dolnym Śląsku i 500 tys. we Wrocławiu. W 1971 r. o epidemii czarnej ospy we Wrocławiu powstał film „Zaraza” w reż. Romana Załuskiego.


Fragmenty filmu "Zaraza" Romana Załuskiego, ukazujące Wrocław z lat 70.
Źródło: Youtube.pl

Wrocławska epidemia czarnej ospy była ostatnią, jaka miała miejsce w Europie. Epidemia zakończyła się tak szybko, jak się zaczęła. Ale "Czarna Pani" nie dała o sobie zapomnieć jeszcze przez pewien czas. Przez kilka następnych lat bywało i tak, że wokół mieszkańców Wrocławia plażujących się nad Bałtykiem, powstawał szeroki pas wolnej przestrzeni...

W 1979 r. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła ostateczne zwycięstwo nad ospą prawdziwą. Obecnie próbki wirusa przechowywane są w dwóch instytutach naukowych na świecie - w Atlancie i w Moskwie. Mimo zaleceń WHO z lat 1993-1996 o zniszczeniu próbek wirusa, nadal są one utrzymywane. Niemal napewno prace badawcze nad wirusem prowadzą militarne laboratoria, pracujące nad zastosowaniem mutacji wirusa czarnej ospy jako broni bilogicznej. Niewykluczone, że próbki z wirusem ospy prawdziwej znajdują się również w prywatnych kolekcjach mikrobiologów. A to oznacza, że mimo ogłoszenia przez WHO ostatecznego końca historii ospy prawdziwej, niebezpieczeństwo nowych epidemii potencjalnie nadal istnieje. Zresztą nawet gdyby nie zagrażała nam już czarna ospa, to pamiętajmy, że niebezpiecznych wirusów jest naprawdę wiele. Z pewnścią istnieją również i takie, o których ludzkość nawet jeszcze nie ma pojęcia. Nie mówiąc już o jakichklowiek szczepionkach...

niedziela, 17 sierpnia 2008, wroclawzwyboru

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2008/08/19 20:06:49
Rany! Nie miałam pojęcia, że coś takiego miało miejsce w naszym mieście!
-
2008/08/19 21:29:16
To naprawdę ciekawe - dzięki !
-
Gość: , 90-156-24-165.as.kn.pl
2008/08/19 21:33:02
mam gdzies film na ten temat :) w.m
-
Gość: Wiśnia, xdsl-10353.wroclaw.dialog.net.pl
2008/08/20 09:05:42
Bardzo się cieszę, że trafiłam tutaj i mogłam przeczytać tę ciekawą informację na temat miasta w którym przyszło mi żyć :)
Więcej takich informacji!
-
Gość: tiraeth, ava230.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/08/22 13:22:59
Świetny artykuł!!
-
Gość: GOSC, host86-158-215-161.range86-158.btcentralplus.com
2008/09/14 22:05:15
MACIE WIENCEJ TEGO FILMU O OSPIE
-
Gość: Adam, ajc6.internetdsl.tpnet.pl
2008/10/27 10:41:48
Film "Zaraza" od czasu do czasu leci na kanałach polskich np. wczoraj na Kino Polska. Była też - przed filmem - opowieść lekarza, który w 1963 i obecnie jest kierownikiem ziwązanym z sanepidem.
Panie i Panowie to był cud oraz wzorowe zachowanie służby zdrowia oraz obywateli miasta Wroscław. WIELKI SZACUNEK!
-
Gość: Krzysztof, 078088167250.elblag.vectranet.pl
2009/04/23 10:23:49
Miałem wtedy 9 lat i żyłem w tym pięknym mieście. To było straszne ale ludzie zachowywali się wspaniale.
-
Gość: albert, kawai135.wl.sggw.waw.pl
2010/02/11 15:11:44
artykuł może i dobry, ale przeciez dzisiaj wiemy już, ze to zaniechanie wszelkich procedur (szczepienia ochronne) przez nasze służby bezpieczeństwa stało się przyczyna całej epidemii. Było tak, że nasz agent, przygotowywany w duzym pospiechu, uzyskał wszystkie szczepienia ale tylko na papierze, czyli lipne zaświadczenia. Oczywiscie do dzisiaj przygotowujący tą akcje, za to chodzenie na skróty nie odpowiedzieli.
-
Gość: , k1.dormar.net.pl
2012/04/01 14:09:59
Ostatnia epidemia ospy w Europie była w 1972 w Jugosławii
-
Gość: STUDENT, v20-14.opera-mini.net
2012/11/01 16:41:38
MIESZKAŁEM WTEDY WE WROCŁAWIU jako SŁUCHACZ STUDIUM NAUCZYCIELSKIEGO - na sesji letniej, która trwała prawie cały LIPIEC 1963 r. - GYŁO GROŹNIE, BYLIŚMY SZCZEPIENI, DEZYNFEKCJA MIEJSC OGÓLNODOSTĘPNYCH BYŁA STARANNA !
    Czytam i polecam: