czyli o Wrocławiu z innej strony
RSS
czwartek, 18 stycznia 2007

W styczniu 1945 roku front zbliżał się do Wrocławia. Armia Czerwona prąc na zachód zdobywała i zajmowała kolejne miasta i miejscowości na Śląsku. Zdobycie Wrocławia ogłoszonego twierdzą 25 lipca 1944 r. było największym wyzwaniem militarnym dla Sowietów. Festung Breslau nie zamarzała się łatwo poddać. W styczniu 1945 r. miasto liczyło około miliona mieszkańców. Wrocław pozostający do tej pory poza obszarem bezpośrednich działań zbrojnych stał się schronieniem dla kilkuset tysięcy ewakuowanej z głębi Niemiec ludności cywilnej.

Wspomnienia Ulricha Frodiena, jednego z mieszkańców miasta:
" - Do Breslau dojechaliśmy wieczorem. W zasypanym śniegiem mieście panowały ciemności. Nie paliły się lampy uliczne, a wszystkie okna były zakryte nieprzepuszczającym światła czarnym papierem. Reflektory nielicznych samochodów (benzyna była reglamentowana) przysłaniano czarnymi klapkami, przez które przedostawała się jedynie wąska smuga światła. W zasadzie od początku wojny obowiązywało ścisłe zaciemnienie z powodu zagrożenia nalotami. Ale w Breslau, położonym poza zasięgiem alianckich bombowców, nie trzymano się tych przepisów ściśle. Tym bardziej rzucało się teraz w oczy, że miasto nagle pogrążyło się w mroku."

17 stycznia Rosjanie zbombardowali wrocławskie dworce kolejowe. Zwiększyło to jeszcze chaos komunikacyjny w mieście. Na dworcach, z których jeszcze odjeżdżały pociągi rozgrywały się dantejskie sceny. Ludzie tratowali się chcąc wsiąść do i tak przepełnionych pociągów.


Dworzec Świebodzki - uciekinierzy z Festung Breslau czekają na pociągi ewakuacyjne

Przymusową ewakuację ludności cywilnej gauleiter Karl Hanke, fanatyczny nazista, który w Breslau przebywał niemal do samego zdobycia miasta przez Armię Czerwoną, ogłosił dopiero 19 stycznia 1945 r. Co prawda już w grudniu 1944 r. gen. Johannes Krause - pierwszy komendant Festung Breslau zwrócił się do galuleitera Hankego z propozycją ewakuacji z Wrocławia w głąb Niemiec 200 tysięcy kobiet, dzieci oraz osób chorych. Jednak wówczas usłyszał od gauleitera: "Wohin mit den vielen Menschen? Ausserdem liegt ja kinerlei Veranlassung dazu vor. Wenn ich das Hitler melde - lasst er mich als Dafaitisten erschiessen" ("Gdzie z taką wielką liczba ludzi? Nie ma takiego polecenia. Jeżeli zamelduję to Hitlerowi - każe mnie rozstrzelać jako defetystę").


Odezwa gaulaitera Hankego opublikowana w "Schlesische Tageszeitung" (Nr 18/1945 z 22 stycznia 1945 r.):
"Mężczyźni Wrocławia! Nasza stolica regionu Wrocław została ogłoszona twierdzą. Ewakuacja z miasta dzieci i kobiet trwa i wkrótce zostanie zakończona. Zleciłem przeprowadzenie tej akcji szefowi okręgu partii ds. dobra publicznego. Dla opieki kobiet i dzieci zostanie powzięte wszystko co będzie możliwe. Wzywam mężczyzn Wrocławia do wstąpienia w szeregi frontu obrony naszej twierdzy Wrocławia. Twierdza będzie broniona do końca. Kto nie jest zdolny do noszenia broni ma pomagać z całych sił w zakładach użyteczności publicznej, w zaopatrzeniu i utrzymaniu porządku. Dolnośląscy szturmiści narodowi, którzy na granicach naszego okręgu z sukcesem zwalczyli bolszewickie czołgi dowiedli, że są gotowi bronić naszej ojczyzny do końca. Nie będziemy im w tym ustępować. Wrocław, 21 stycznia 1945 r. Hanke -Gauleiter".


I autor odezwy - gauleiter Karl Hanke

Spóźniony nakaz ewakuacji ludności cywilnej z Breslau przyniósł tragiczne skutki. Wielka ucieczka (grosse flucht) to chyba najbardziej tragiczny i dramatyczny epizod w dziejach Wrocławia. Zgodnie z rozkazem w Breslau mieli pozostać tylko mężczyźni zdolni do noszenia broni. Broń mieli dostać nawet 10 letni chłopcy.


Dzieci walczące podczas oblężenia Festung Breslau

Zaczęło się piekło.

Miasto w krótkim czasie opuściło około 700 tys. ludzi. Większość uciekała pieszo, w panice, w warunkach niezwykłej srogiej zimy, która wówczas panowała - temperatura dochodziła w tych dniach do minus 30 stopni Celsjusza. Pobocza dróg wylotowych z miasta szybka zaścieliły się zwłokami dzieci, niemowląt, kobiet i starszych osób, dla których trud ucieczki był zbyt wielki.


Ludność cywilna uciekająca z Wrocławia


Danuta Orłowska, Polka, we Wrocławiu była na robotach przymusowych, pomagała przewieźć dobytek swojej pracodawczyni na dworzec, tak wspomina ten czas: "- Temperatura spadła do minus 16 stopni. Ulice pokryte były śniegiem i lodem. (...) Na chodnikach układano zmarłych. Najwięcej leżało dzieci. Oddziały usuwające zwłoki miały pełne ręce roboty. Co parę metrów widać było zatrzymującą się ciężarówkę, często bez osłony, a mężczyźni z niej wyskakujący usuwają zwłoki leżące na ulicach. Tu i ówdzie buszowały wśród trupów bezdomne psy i koty. W przejściu uniwersyteckim leżała zdechła krowa, koza i porzucony dobytek. Prawdziwa panika i zamęt ogarnęły ludzi kierujących się w stronę dworca. Im bliżej, tym większa tragedia."

Pochody śmierci trwały kilka tygodni. Ocenia się, że zginęło w nich około 100 tys. osób. Większość uciekinierów z Festung Breslau dotarła do Drezna i tam zginęło podczas silnych alianckich nalotów dywanowych między 13 a 14 lutego 1945 r. Szacuje się, że z 700 tys. ludności cywilnej, która opuściła Wrocław w styczniu 1945 r. przeżyło ledwie 30 proc.


Zbombardowane Drezno - efekt nalotów dywanowych Aliantów

Film znaleziony na Youtoube: niemiecka kronika filmowa nakręcona we Wrocław w lutym 1945 r.

W nocy z 15 na 16 lutego 1945 r. Armia Czerwona zamknęła okrążenie wokół Festung Breslau. Rozpoczęła się długa, 80-dniowa batalia, która pogrążyła w ruinach ok. 70 proc. miasta, podczas której zginęło 80 tys. ludności cywilnej Wrocławia.


Zrujnowany Wrocław - maj 1945 r.

Festung Breslau poddała się jako jedno z ostatnich niemieckich miast dopiero 6 maja 1945 r., czyli cztery dni po kapitulacji Berlina i dwa dni przed kapitulacją III Rzeszy.

Tak zrodziło się powiedzenie: Wrocław zawsze poddaje się ostatni...

15:49, wroclawzwyboru
Link Komentarze (30) »
poniedziałek, 08 stycznia 2007

Żył w biegu, wiódł jak na owe czasy nonkonformistyczne życie, mężczyźni Go podziwiali, kobiety kochały. Już za życia był legendą - nazywano Go „polskim Jamesem Deanem”. Ciemne okulary, dżinsy, amerykańska kurtka M65 – to był Jego styl, tak zapamiętały Go miliony.

Taki był Zbyszek Cybulski.

Niezapomniana kreacja Zbyszka Cybulskeigo - Maciek Chełmicki w filmie "Popiół i diament" Andrzeja Wajdy

W Swoją ostatnią podróż wyruszył z peronu 3 wrocławskiego Dworca Głównego. Świtało, kiedy jak zwykle spóźniony wbiegł na peron. Ekspres relacji Wrocław – Warszawa właśnie odjeżdżał. Skład nabierał prędkości. Wskoczył. Nie robił tego pierwszy raz. Zawsze tak „wsiadał” do pociągu. Tym razem był to Jego ostatni skok w życiu. Obsunął się ze stopnia i wpadł pod koła ekspresu. Słychać pisk hamulców. Pociąg zatrzymał się, ale było już za późno. Był 8 stycznia 1967 r., godz. 4.27. Wrocław właśnie budził się do życia.

„Czy był wielkim aktorem? Chyba nie. Czy miał talent? Na pewno. Przede wszystkim był fascynujący i niedokończony” – napisał o Nim Jan Kreczmar, aktor i mistrz Cybulskiego.

I taki niedokończony przeszedł do legendy, stał się idolem, ikoną pop kultury.

Najważniejsze, że o Nim nie zapomniano.

Każdego roku w miejscu tragicznej śmierci Zbyszka Cybulskiego składano kwiaty, zapalano znicze. Pamiętano. W trzydziestą rocznicę śmierci (8 stycznia 1997 r.) na peronie 3, z którego odjechał w Swoją ostatnią podróż, odsłonięto skromną, pamiątkową tablicę. Dziś, jak co roku, spotkają się w tym miejscu ludzie, którzy Go znali, miłośnicy polskiego kina, władze miasta, dziennikarze. Będzie też Stanisław Dzierniejko - dyrektor jedynego w Europie Kina Dworcowego, w którym Zbyszek Cybulski był częstym gościem.

Tablica pamiątkowa na peronie 3 dworca Wrocław Główny

Dziś mija 40 rocznica śmierci aktora.

PS. Pamiętam film „Pociąg” (1959) Jerzego Kawalerowicza, w którym Cybulski wcielił się w rolę gapowicza Staszka. W filmie kilkakrotnie wskakuje do ruszającego pociągu. Tam mu się udawało. W prawdziwym życiu taki skok czasem kończy się tragicznie.

13:12, wroclawzwyboru
Link Komentarze (4) »
piątek, 05 stycznia 2007
Fragment "Festung Breslau" Marka Krajewskiego:
"Wie pan, dlaczego zawsze poza domem chodzę w garniturze? Po prostu okazuję cześć temu miastu... Tak jak do obiadu zawsze siadam w krawacie, okazując cześć Temu, który mi daje pożywienie... Głupi nawyk... Tutaj [Breslau AD. 1945 - przyp. wroclawzwyboru] powinno się chodzić w zwierzęcych skórach i z maczugami."

Piękne słowa włożył Krajewski w usta Eberharda Mocka. Piękne, prawda?

10:04, wroclawzwyboru
Link Komentarze (3) »
    Czytam i polecam: