czyli o Wrocławiu z innej strony
RSS
wtorek, 27 listopada 2007
Kiedy zrodził się pomysł na zorganizowanie we Wrocławiu Expo w 2010 r. „niektórzy” pukali się w czoło i mówili: Po co wam to? To się nie może udać! We Wrocławiu mówiono: OK, nawet jak się nie uda, to przynajmniej o nas usłyszą. Okazało się, że i jedni, i drudzy mieli rację. Wrocław dostał dwa głosy i przegrał batalię o Expo 2010 z Szanghajem, ale miastem zainteresowały się zagraniczne koncerny, a we Wrocławiu i okolicach niebawem zainwestowano miliony dolarów.



Kiedy dwa lata temu prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz ogłosił, że Wrocław powalczy o organizację Expo w 2012 r. „niektórzy” mówili: Po co wam to? Raz wam się nie udało, po co znowu próbować? We Wrocławiu mówiono: OK, może i tym razem się nie uda, ale przecież warto spróbować. Jeszcze bardziej wypromujemy miasto i usłyszą o nas, Ci którzy nie wiedzą nawet, gdzie leży Polska. I tym razem i jedni, i drudzy mieli rację. Wrocław dostał 13 głosów i przegrał z koreańskim Josu, ale reklamy promujące stolicę Dolnego Śląska emitowała CNN.


Fiim promujący Polskę i Wrocław emitowany w CNN
Źródło: Youtube.com

Przyczyn porażki było wiele. „Cudowne” rozmnożenie państw – członków BIE, instytucji, która przyznaje prawo do organizowania Expo. Słabe zaangażowanie polskich władz, które jakby zapomniały, że organizacja Expo to nie sprawa regionalna, ale narodowa. Nieudolna praca polskich dyplomatów, bo przecież min. Fotyga mistrzem dyplomacji nie była. Ograniczony budżet promocyjny. Słaba strona www.expo2012.pl (powiedzmy sobie szczerze strony Josu - www.expo2012.or.kr oraz Tangeru - www.expo2012.ma są dużo lepsze). Słabe reklamówki promujące Expo we Wrocławiu. I masa innych drobiazgów, które nawet jeśli nie przeważyły, to z pewnością miały wpływ na to niepowodzenie. Nawet ziemniaki dla Madagaskaru nie pomogły. Entuzjazm i zaangażowanie mieszkańców w staraniach o organizację Expo to coś nadzwyczajnego, ale to za mało by przekonać członków BIE. Expo to przede wszystkim ogromne inwestycje, na które być może stać nasz piękny kraj, ale trzeba jasno to zadeklarować, potrzebne są gwarancje rządowe, a tych – o ile mi wiadomo – nie było. Na otarcie łez mamy Euro 2012. To też fajna impreza!

Fakt, Wrocław przegrał walkę o Expo 2012, ale nie jest przegranym. Myślę, że szybko podniesie się z desek i za jakiś czas idea zorganizowania Wystawy Światowej we Wrocławiu odżyje. Bo Wrocław nie tyle potrzebuje samego Expo, co starań o Expo. To te starania napędzają wrocławską gospodarkę, ściągają inwestycje, promują miasto na całym świecie, sprawiają, że mieszkańcy i władze innych dużych polskich miast patrzą na Wrocław trochę z niedowierzaniem, trochę z zazdrością i – choć nikt głośno tego nie powie – z zachwytem.

Nawet jeśli „niektórzy” twierdzą, że organizacja Expo we Wrocławiu to tylko marzenia, to we Wrocławiu mówimy: Fajnie jest mieć takie marzenia, a czasem marzenia się spełniają...

01:25, wroclawzwyboru
Link Komentarze (12) »
sobota, 17 listopada 2007
Nie tak dawno pisałem o kompleksie budynków mieszkalnych przy Sudeckiej/Sztabowej, które zaprojektował Hans Poelzig, wybitny modernistyczny architekt, przez długie lata związany z Wrocławiem. Obiekty przy Sudeckiej/Sztabowej, choć w szczątkowej i zniekształconej formie, ale jednak przetrwały do naszych czasów. Nie wszystkie wrocławskie realizacje Poelziga (i nie tylko jego) miały tyle szczęścia. Taki smutny los spotkał m.in. Kino Deli (Deli Deutches Lichtspiel-theater), które mieściło się na rogu ulicy Nasypowej (niem. Alte Friedrich Strasse) i Powstańców Śląskich (niem. Kaiser Wilhelm Strasse).

Krótka historia tego obiektu zaczęła się w 1927 r., a zakończyła w 1945 r. – obiekt legł w gruzach podczas oblężenia Festung Breslau. Budynek Kina Deli był ciekawie wkomponowany między dwie istniejące już kamienice, w jedną z nich nawet „wnikał” swoją elewacją. Równie ciekawie i nowocześnie było w środku. Na uwagę zasługiwało m.in. oświetlenie widowni.

Szkoda, że tak interesujący obiekt nie przetrwał do naszych czasów – dziś byłby gratką dla miłośników architektury modernistycznej i źródłem inspiracji dla kolejnych pokoleń architektów.

Warto tu jeszcze wspomnieć o pewnej ciekawostce... Przypuszczam, że projektanci Arkad Wrocławskich wiedzieli o przeszłości tego miejsca. Musieli wiedzieć, bo w architekturze nie ma raczej miejsca na przypadek. To z kolei tłumaczy, dlaczego czarny walec, w którym umieszczono Multikino, znajduje się niemal dokładnie w tym samym miejscu, w którym przed 80 laty oddawano do użytku Kino Deli.

Doprawdy, architekturą nie rządzi przypadek...

A tak wyglądało Kino Deli:


Projekt Elewacji
Foto: architekturmuseum.ub.tu-berlin.de


Widok na fasadę Kina Deli od ulicy Nasypowej
Foto: architekturmuseum.ub.tu-berlin.de

I wnętrze Kina Deli:

Foto: architekturmuseum.ub.tu-berlin.de


Foto: architekturmuseum.ub.tu-berlin.de


Foto: architekturmuseum.ub.tu-berlin.de


Foto: architekturmuseum.ub.tu-berlin.de


Foto: architekturmuseum.ub.tu-berlin.de

A dziś...

... w miejscu przedwojennego Kina Deli działa Multikino
Foto: Wikipedia

00:03, wroclawzwyboru
Link Komentarze (5) »
niedziela, 04 listopada 2007
Wiewiórka z Parku Grabiszyńskiego. Zdjęcia trochę nie ostre - szybka była skubana :)






14:29, wroclawzwyboru
Link Komentarze (6) »
czwartek, 01 listopada 2007
Najmniejszym cmentarzem we Wrocławiu jest kwatera grobów dzieci polskich i niemieckich z lat 30. i 40. Jest to, oprócz cmentarza żołnierzy włoskich, jedyny zachowany fragment dawnej nekropolii, przed wojną znanej jako Cmentarz Grabiszyński III. To miejsce pochówku założone w 1916 r. po wschodniej stronie ul. Grabiszyńskiej, zlikwidowano po wojnie – w miejscu nekropolii utworzono park – obecny Park Grabiszyński. Taki los spotkał wiele poniemieckich cmentarzy we Wrocławiu, których przed 1945 r. było na terenie miasta ponad 100. Polityka komunistycznych władz sprowadzała się do „odniemczania” Wrocławia również pod tym względem. Tym bardziej unikatowy charakter ma ten skrawek Parku Grabiszyńskiego, w którym na przełomie lat 30. i 40. pochowano dzieci polskie i niemieckie. Jakimś cudem przetrwał on akcję likwidowania niemieckich grobów we Wrocławiu, dzięki czemu teraz wrocławianie wracając z grobów swoich bliskich spoczywających po drugiej stronie ulicy, na pobliskim Cmentarzu Grabiszyńskim, mogą zatrzymać się na chwilę również w tym miejscu. Mogę zapewnić, że widząc napisy na nagrobkach w języku polskim i niemieckim „Zginął śmiercią tragiczną...”, „Tu spoczywa nasz Aniołek...”, można i wzruszyć się, i zadumać...

Poniżej kilka zdjęć tego miejsca:













    Czytam i polecam: