czyli o Wrocławiu z innej strony
RSS
czwartek, 27 listopada 2008

Przede wszystkim dziękuję wszystkim osobom, które znalazły chwilę czasu na przybycie do Czekoladziarni na Włodkowica. Szczerze mówiąc spodziewałem się zaledwie kilku gości, a na ten mój "wieczór autorski" przyszło, jeśli dobrze szacuję, ok. 20 osób. Tym, którzy chcieli, ale nie mogli przybyć, krótko streszczę to poniedziałkowe spotkanie. Opowiadałem o blogach, o tym w jakich okolicznościach powstał i jak ewoluował blog "Wrocław z wyboru", streściłem też kilka wpisów, opowiadających o mniej znanych miejscach i faktach w dziejach Wrocławia. Przedstawiłem też krótko los zaginionej panoramy "Bitwy na Psim Polu" i jak wygląda stan jej poszukiwań na tą chwilę. Moją opowieść uzupełniał pokaz historycznych zdjęć prezentowanych za pomocą rzutnika. Co mnie niezmiernie ucieszyło, goście Czekoladziarni na Włodkowica aktywnie włączyli się do dyskusji, zadawali pytania i podsuwali pomysły na nowe wpisy, za które jestem wdzięczny i pewnie wykorzystam je kiedyś na blogu.

Dziękuję za zaproszenie Pani Magdalenie Wiśniewskiej z Czekoladziarni i Pani Magdalenie Musiał z Naszej Galerii. Słowa podziękowania za trud poprowadzenie spotkania należą się również Piotrowi Huniewiczowi, dla którego był to również debiut w roli prowadzącego spotkanie z blogerem. Do tej pory Piotr specjalizował się w spotkaniach autorskich z pisarzami. 

Poniżej zdjęcia ze spotkania w Czekoladziarni.





Polecam kolejne spotkania w ramach cyklu "Miejsca, Ludzie, Pasje" organizowanego przez Czekoladziarnię na Włodkowica i Naszą Galerię.
Plan na najbliższe miesiące wygląda następująco:

15 grudnia 2008 - Śląski Bachus czyli niezwykła opowieść o winach z Miękini. Spotkanie, połączone z degustacją, poprowadzi Piotr Stopczyński z Winnicy Jaworek w Miękini.

23 lutego 2009 - Pałac Staniszów. Magiczne miejsce u stóp Karkonoszy.
O pałacu, o jego powrocie do świetności i o swojej pasji opowie Agata Rome - Dzida.

30 marca - "Tajemniczy Dolny Śląsk". O sekretach jakie kryją zamki i podziemia naszego regionu opowie Joanna Lamparska.

27 kwietnia 2009 - Pasja z pianką czyli krótka historia minibrowaru Odrowąż. O idei, jej realizacji i o tym jakie powinno być dobre piwo opowiedzą Michał Wacław i Łukasz Wasyliszyn.

25 maja 2009 - Wrocławscy artyści tworzą dla dzieci. O pięknych książkach dla dzieci opowie Dorota Hartwich z wydawnictwa Format.

13:57, wroclawzwyboru
Link Komentarze (1) »
piątek, 21 listopada 2008
Mam niewątpliwą przyjemność zaprosić wszystkich czytelników blogu "Wrocław z wyboru" na spotkanie z moją skromną osobą.

Spotkanie odbędzie się w najbliższy poniedziałek 24 listopada o godz. 18.30 w Czekoladziarni na ul. Włodkowica 19 we Wrocławiu. Podyskutujemy o blogu i o Wrocławiu. Z mojej strony obiecuję nie przynudzać :) Spotkanie poprowadzi Piotr Huniewicz. Wstęp wolny.




Spotkanie, na które zapraszam jest częścią cyklu "Miejsca, Ludzie, Pasje", cyklu prezentacji i rozmów, które w każdy ostatni poniedziałek miesiąca organizują Panie Magdy z Czekoladziarni i Naszej Galerii.

W imieniu własnym i organizatorek, serdecznie zapraszam!

Paweł Andrzejczuk,
autor blogu "Wrocław z wyboru"

PS. W Czekoladziarni szczególnie polecam podwójną czekoladę z rumem!

18:02, wroclawzwyboru
Link Komentarze (6) »
niedziela, 16 listopada 2008
Wygląda na to, że miasto Wrocław ma w końcu pomysł na zaadaptowanie poniemieckich schronów i bunkrów w mieście – poinformowała w zeszły czwartek „Polska Gazeta Wrocławska”.

Chodzi o plany zagospodarowania kilku największych poniemieckich schronów we Wrocławiu, pamiętających jeszcze czasy Festung Breslau. W telegraficznym skrócie wygląda to tak:
- w dawnym szpitalu podziemnym na pl. Solnym ma powstać Muzeum Figur Teatralnych;
- w miejscu schronu podziemnego na pl. Nowy Targ ma powstać parking podziemny na 720 samochodów;
- w schronie naziemnym (tzw. okrąglak) na pl. Strzegomskim ma powstać Muzeum Festung Breslau.


W schronie na pl. Strzegomskim w przyszłości ma się mieścić Muzeum Festung Breslau
Źródło: Panoramio.com 

Pozostałe wrocławskie schrony naziemne zostały już jakiś czas temu zaadoptowane do celów niewojskowych. Schron przy ul. Ołbińskiej pełni rolę magazynu Muzeum Narodowego, zaś w obiekcie przy ul. Ładnej mieści się magazyn zarządzania kryzysowego Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego. Został nam jeszcze schron naziemny przy ul. Stalowej/Grabiszyńskiej. Przeszło tydzień temu Urząd Miejski Wrocławia ogłosił przetarg na „przebudowę budowli obronnej”. Po zakończeniu prac obiekt ma pełnić funkcję Archiwum Urzędu Miejskiego Wrocławia.
To tyle tytułem wstępu.

W tym samym czwartkowym wydaniu „Polski Gazety Wrocławskiej” znalazł się jeszcze jeden materiał dotyczący zagospodarowania poniemieckich schronów we Wrocławiu. Chodzi o wywiad z prof. Jerzym Maroniem, historykiem Uniwersytetu Wrocławskiego, specjalistą historii wojskowości. Ten tekst wstrząsnął mną już po przeczytaniu tytułu, który brzmiał: „Najlepiej wysadzić okrąglaki z betonu”. W wywiadzie prof. Maroń tłumaczy np. że obecnie schrony naziemne nie spełniłyby swojej funkcji, bo „potencjał broni precyzyjnych jest znacznie większy, nieporównywalny z tym, czym dysponowano w czasie II wojny światowej”.
Cóż, to chyba oczywista oczywistość :)

Ale idźmy dalej - cytuję:
Są to już więc zabytki?
- Tak, zabytki techniki militarnej czy architektury wojskowej”.
(..)
A co by Pan zrobił z wrocławskimi schronami? Zostawiłby je Pan jako zabytki architektury wojskowej?
- Nie. Moim zdaniem należy wysadzić je w powietrze. Trzymanie czegoś takiego jest bez sensu. Są za duże, a przede wszystkim sztampowe. Stoją w takich atrakcyjnych punktach miasta... Zrobiłbym jedynie doskonałą dokumentację, a zostawił najmniejszy schron – niedaleko placu Grunwaldzkiego – dobrze wkomponowany w istniejącą tam zabudowę”.

I co? Jest w tym jakaś logika: jak coś jest zabytkiem, ale nie spełnia dziś swych funkcji, bo „potencjał broni jest większy”, to należy taki zabytek wysadzić w powietrze. Ja bym poszedł dalej. Weźmy na przykład Zamek Krzyżacki w Malborku. To też zabytek, do tego „za duży, a przede wszystkim sztampowy”. O ile wiem, Krzyżacy już w nim nie urzędują, „potencjał broni jest większy”. Po co nam właściwie taki zamek? Wysadzić w powietrze! Albo krakowski Wawel? Też wielki obiekt, do tego atrakcyjnie położony. Najlepiej byłoby wysadzić go w powietrze i wybudować jakieś centrum handlowe, albo apartamentowce...

Kiedyś już we Wrocławiu stosowano podobną logikę: jak coś było niemieckie, to należało to zniszczyć. Unicestwiono w ten sposób we Wrocławiu wiele zabytkowych obiektów, które dałoby się odbudować, zniszczono je tylko dlatego, że nie były wystarczająco „piastowskie”.

Naprawdę, nie rozumiem sytuacji, kiedy profesor znakomitej wrocławskiej uczelni, przyznaje, że poniemieckie schrony są zabytkami architektury wojskowej i jednocześnie dodaje, że należałoby je wysadzić w powietrze.

To chyba dla mnie zbyt skomplikowane...
17:54, wroclawzwyboru
Link Komentarze (21) »
sobota, 01 listopada 2008

Los przedwojennych cmentarzy we Wrocławiu przypomina dzieje polskich nekropolii na Kresach. O ile jednak niektóre z polskich cmentarzy kresowych, choć zaniedbane, to istnieją do dziś, o tyle poniemieckie cmentarze we Wrocławiu niemal w ogóle się nie zachowały. W ramach walki z niemiecką przeszłością miasta powojenne komunistyczne władze wiele zrobiły, aby wymazać z mapy Wrocławia „niemieckie plamy” w postaci cmentarzy.

Pod koniec wojny Wrocław był nie tylko morzem ruin, przypominał również wielkie cmentarzysko. W mieście aż roiło się od grobów. Wiele skwerów i parków miejskich, a nawet przykamienicznych podwórek podczas Festung Breslau stało się miejscami doraźnych pochówków. Chowano na nich zarówno obrońców Festung Breslau, jak i ludność cywilną, która ginęła masowo „przy okazji” walk. W bezimiennych grobach grzebano jeńców i robotników przymusowych – Polaków, Żydów, Francuzów, Włochów, Rosjan... Po drugiej stronie frontu na podobnych tymczasowych cmentarzach grzebano żołnierzy Armii Czerwonej, którzy ginęli podczas kolejnych prób zdobycia miasta. Po wojnie przystąpiono do usuwania tych prowizorycznych mogił i przenoszenia szczątków zmarłych na tradycyjne cmentarze. Niejako przy okazji zlikwidowano wiele małych cmentarzy przykościelnych wraz ze starymi poniemieckimi nagrobkami.

W 1948 r. Ministerstwo Ziem Odzyskanych wydało instrukcję, że akcja „odniemczania” dotyczy również cmentarzy, chyba że przeciw likwidowaniu nekropolii przemawiają względy ochrony zabytków. W praktyce oznaczało to przyzwolenie władz, a wręcz nakaz, do usuwania niemieckich cmentarzy we Wrocławiu i na terenach całych tzw. „Ziem Odzyskanych”. Ten proces trwał nieprzerwanie do lat 70-tych.


Cmentarz św. Doroty podczas likwidacji (ob. Park Andersa)
Źródło: Wroclaw.Hydral.com.pl

W miejscu zlikwidowanych poniemieckich nekropolii zakładano głównie parki i miejskie tereny zieleni. Taki los spotkał np. Cmentarz Grabiszyński I i III (Kommunal Friedhof in Graebschen I und III) – obecnie Park Grabiszyński, Cmentarz Komunalny na Kozanowie (Kommunal Friedhof in Cosel) – obecnie Park Zachodni, Cmentarz Parafii Jedenastu Tysięcy Dziewic (Friedhof Elftausend Jungfrauen II) – obecnie Park Marii Dąbrowskiej, Nowy Cmentarz Zbawiciela i św. Jana (Neuer Friedhof St. Salvator und St. Johannes) – obecnie Park Skowroni, Cmentarz Gajowicki (Gabitzer Friedhof) – obecnie Park Gajowicki. Opisywany już na blogu Wielki Cmentarz (Grosser Friedhof) między ulicami Braniborską i Legnicką został zlikwidowany ponieważ teren nekropolii przeznaczono na bloki mieszkalne. Również bloki między ul. Sztabową i Kamienną wzniesiono na terenie dawnych cmentarzy (Friedhof der Ehemaligen Gemeinde Neudorf i Altluterischer Friedhof). W miejscu zlikwidowanego Cmentarza Wojskowego (Militaerfriedhof) przy ul. Ślężnej powstały obiekty przemysłowe. Na tym cmentarzu spoczywał  m.in. ojciec Manfreda von Richthofena, słynnego asa lotniczego z okresu I wojny światowej, znanego jako „Czerwony Baron”. Park Andersa powstał w miejscu aż czterech poniemieckich cmentarzy: Starego Cmentarza św. Marii Magdaleny (Alter Friedhof St. Maria Magdalena), Nowego Cmentarza Gminy Ewangelicko-Reformowanej (Neuer Friedhof der Reformierten Gemeinde), Starego Cmentarza św. Maurycego (Alter Friedhof St. Mauritius) i Cmentarza św. Doroty (Friedhof St. Dorothea). Co prawda te cmentarze zostały w duży stopniu zniszczone już przez samych Niemców podczas obrony Festung Breslau, nagrobki zostały wykorzystane do budowy barykad (sprawę opisywał ks. Paul Peikert w swojej „Kronice dni oblężenia”), ale dzieło zniszczenia cmentarzy dokończyli pod koniec lat 60-tych już Polacy.


Zachowana poniemiecka płyta nagrobna w Parku Grabiszyńskim
Źródło: Wroclaw.Hydral.com.pl

Mimo wysiłków komunistycznych władz w wielu z tych miejsc przy odrobinie chęci i zainteresowania wciąż można znaleźć ślady cmentarnej przeszłości. Czasem jest to fragment nagrobka, czasem kamienny ornament, niekiedy fundament cmentarnej kaplicy, czy pozostałości ocembrowanej studni, pełniącej obecnie rolę kwietnika.

Co się stało z dziesiątkami tysięcy płyt nagrobnych pochodzących ze zlikwidowanych poniemieckich cmentarzy, które w dużej mierze były prawdziwymi dziełami sztuki sepulkralnej, cennymi zabytkami historycznymi? Większość kamieni nagrobnych zgromadzono na wielkich hałdach na terenie Cmentarza Osobowickiego i sprzedawano zakładom kamieniarskim. Kto wie, ile polskich już nagrobków powstało z tego poniemieckiego „surowca wtórnego”? Przedwojennymi nagrobkami umacniano brzegi fosy miejskiej, część z nich wykorzystano przy odbudowie Stadionu Olimpijskiego, jeszcze z innych wznoszono nowe wybiegi dla zwierząt we wrocławskim Ogrodzie Zoologicznym. W efekcie w wielu miejscach we Wrocławiu można znaleźć jeszcze dziś fragmenty nagrobków z niemieckimi napisami. To, czego nie dało się wykorzystać trafiło wraz z wrocławskim gruzem na wielkie powojenne gruzowiska.


Fragment Parku Gajowickiego, dawnego cmentarza
Źródło: Wroclaw.Hydral.com.pl

Gregor Thum w swojej znakomitej książce „Obce Miasto. Wrocław 1945 i potem” (Wydawnictwo Via Nova) napisał:
„Można by snuć spekulacje na temat tego, co wydarzyłoby się, gdyby w zgodzie z pierwotnymi założeniami poczekano z likwidacją niemieckich cmentarzy do lat osiemdziesiątych. Trudno wyobrazić sobie, że ówczesne społeczeństwo polskie przyjęłoby likwidację niemieckich nekropolii bez słowa sprzeciwu. Wielki przełom Solidarnościowy wywarł bowiem duży wpływ na pamięć zbiorową i doprowadził do tego, że podsycana przez władze komunistyczne wrogość wobec wszystkiego, co niemieckie zaczęła blednąć. Być może doszłoby do otwartych protestów albo też wcale nie przystąpiono by do likwidacji cmentarzy już chociażby dlatego, że rząd miał wówczas inne zmartwienia. Gdyby takie stare nekropolie przetrwały w taki sposób, prawdopodobnie stanowiłyby dziś – tak samo jak obydwa cmentarze żydowskie – ciekawostki turystyczne miasta, a polscy wrocławianie postrzegaliby je jako cenne świadectwo dziejów miasta”.

Na ocalenie niemieckich cmentarzy we Wrocławiu w latach 80-tych było już za późno.

W latach 90-tych, po otwarciu granic, władze Wrocławia i sami mieszkańcy z pewnym zażenowaniem i wstydem przyznawali się do zniszczeń niemieckich cmentarzy dokonanych w poprzednim ustroju. Zainteresowanie niemiecką przeszłością przez polskich wrocławian stało się faktem.

W 2000 r. informacja o wykorzystywaniu przez pewnego kamieniarza z Mirkowa poniemieckich nagrobków zszokowała wrocławian i została odebrana wręcz jako profanacja. Był to również impuls dla władz Wrocławia do stworzenia miejsca, upamiętniającego zmarłych wrocławian, których miejsca pochówku nie istnieją. Miasto odkupiło od kamieniarza z Mirkowa 200 najlepiej zachowanych płyt i w lutym 2005 r. ogłosiło konkurs na Pomnik Wspólnej Pamięci. Konkurs wygrała propozycja autorstwa Alojzego Gryta, Tomasza Tomaszewskiego i Czesława Wesołowskiego. Zaproponowali oni monument w formie ściany o długości 60 m i 4-5 m wysokości, w którą wmurowano kilkadziesiąt przedwojennych nagrobków. W części środkowej mur jest przewrócony, co stanowi miejsce symbolicznego przejścia między światem żywych i umarłych. Na monumencie wyryto również nazwy wrocławskich cmentarzy zlikwidowanych po wojnie. Pomnik uroczyście odsłonięto 30 października 2008 r. na terenie Parku Grabiszyńskiego, czyli na terenie dawnego Cmentarza Grabiszyńskiego III.


Pomnik Wspólnej Pamięci w Parku Grabiszyńskim
Źródło: Wroclaw.Hydral.com.pl


Inskrypcja na Pomniku Wspólnej Pamięci
Żródło: Wroclaw.Hydral.com.pl

Jeśli pomnik jest świadectwem odpowiedzialności za przeszłość, to zobaczymy, czy dziś, kiedy w dniu Wszystkich Świętych odwiedzamy groby najbliższych, pod Pomnikiem Wspólnej Pamięci w Parku Grabiszyńskim zapłoną znicze.

Mam nadzieję, że zapłoną.

    Czytam i polecam: