czyli o Wrocławiu z innej strony
RSS
środa, 11 lipca 2007
Ten wpis dedykuję wszystkim, którzy w dniach powodzi tysiąclecia we Wrocławiu okazali męstwo i solidarnie walczyli z żywiołem. Im zawdzięczamy to, że dziś mówiąc „Jestem z Wrocławia” czujemy dumę...

12 lipca 1997 roku. Sobota. Cała Polska żyje informacjami z Dolnego Śląska, Kotliny Kłodzkiej, Opola, Raciborza, Kędzierzyna Koźla. Cała Polska organizuje pomoc powodzianom. Również z Wrocławia wyruszają konwoje z żywnością i darami dla powodzian z zalanych terenów. Wkrótce jednak sama stolica Dolnego Śląska ma znaleźć się pod wodą. Fala powodziowa nieubłaganie zbliża się do miasta. Nikt chyba nie wyobraża sobie z jakim impetem kataklizm uderzy na Wrocław i jakie to przyniesie skutki...

Media niemal do końca uspokajają: powodzi we Wrocławiu nie będzie, bo wrocławski system hydrotechniczny wybudowany jeszcze przez Niemców jest przygotowany na powódź i skutecznie ją powstrzyma. Po podtopieniu Opola prezydent Wrocławia Bogdan Zdrojewski apeluje do mieszkańców miasta, aby zaczęli gromadzić zapasy wody i przygotowali się na niebezpieczeństwo powodzi. Jest 10 lipca. Do zalania Wrocławia zostały 2 dni. Paniki nie ma. Mało kto wierzy, że miasto nawiedzi powódź. Strażacy, wojsko i mieszkańcy dzielnic położonych najbliżej Odry zaczynają umacniać nadodrzańskie wały. Tak na wszelki wypadek...

Stan wody na Odrze szybko się podnosi. Zapada decyzja, żeby wysadzić wały w podwrocławskich Jeszkowicach i Łanach, co pozwoli wezbranym wodom Odry rozlać się na polach przed Wrocławiem. Wierzono, że uchroni to stolicę Dolnego Śląska przed zalaniem. Pod wpływem protestów tamtejszych mieszkańców władze województwa rezygnują z tych planów. Robi się coraz bardziej dramatycznie. W południe 12 lipca fala powodziowa dociera do Wrocławia. Poziom wody rośnie bardzo szybko. Przy mostach w centrum zbierają się mieszkańcy obserwujący spienione wody Odry. Ruch uliczny praktycznie zamiera. Słychać tylko syreny wozów straży pożarnej, policji, pogotowia ratunkowego, gazowego, energetycznego... Żywioł rośnie w siłę z każdą godziną. I zaczyna się... Woda wdziera się do miasta.


Wał z worków z piaskiem w rejonie hydroelektrowni. Do Rynku jest stąd kilkaset metrów
Foto: Wroclaw.Dolny.Slask.pl

Lokalna Telewizja Dolnośląska TeDe, mieszcząca się wówczas na 19. piętrze Poltegoru przerywa nadawanie normalnego programu i przez najbliższych pięć dób zaczyna nadawać non stop na żywo program informacyjno – koordynujący akcję przeciwpowodziową. Od 13 lipca z anteny TeDe niemal nie schodzi prezydent Wrocławia Bogdan Zdrojewski, starający się za pośrednictwem mediów informować mieszkańców o zagrożeniu, koordynować walkę z żywiołem i niesienie pomocy potrzebującym. To właśnie przy TeDe spontanicznie tworzy się „społeczny komitet ratowania miasta”, który stara się jak może opanować sytuację. Pełni rolę prawdziwego centrum zarządzania kryzysowego. „Potrzebny ciągnik na Niskie Łąki... Tarnogaj czeka na piasek... Worki na Buforową... Potrzebni ludzie do ratowania zoo...” – takie komunikaty można usłyszeć na antenie lokalnej Telewizji Dolnośląskiej. Podobnie wyglądają w tym czasie ramówki wszystkich wrocławskich stacji telewizyjnych i radiowych. W lokalnym oddziale TVP Wrocław powodziowe serwisy informacyjne prowadzi Magda Mołek. Tak, ta Magda Mołek, teraz gwiazda TVN! Wrocławskie redakcje prasowe jednoczą się i wydają jedną bezpłatną gazetę. Publikują w niej m.in. instrukcje, jak układać worki.

A na wałach i na ulicach trwa walka. Z wodą. Z żywiołem. Ze zmęczeniem. Pierwszy zostaje zalany Kozanów – wielkie blokowisko wybudowane, jak się później okazało, na terenie polderu, przewidzianego przez Niemców do zalania w przypadku powodzi. Potem woda atakuje południowo – wschodnią część miasta. Stamtąd dostaje się do śródmieścia i płynie w kierunku centrum. Zalewa Piłsudskiego, Kościuszki i fragment Świdnickiej. Zbliża się pod Dworzec Główny. Tłumy mieszkańców układają worki z piaskiem. Woda zatrzymuje się niemal u drzwi najważniejszego wrocławskiego dworca kolejowego. Wydaje się, że wyremontowany niedawno rynek również zostanie zalany. Woda dociera jednak do fosy miejskiej, która spełnia jakby rolę zbiornika retencyjnego. Fosa wypełnia się po brzegi i woda zatrzymuje się. Pomagają też wały z worków z piaskiem budowane przez mieszkańców wprost na ulicach. Rynek uratowany. Podobnie jak Ostrów Tumski, o który walczą setki mieszkańców miasta. Podobnie jak ogród zoologiczny i cały Biskupin, o którym mówiono, że pierwszy zostanie zatopiony, bo cały jest wyspą i Odra oblewa go z każdej strony. Pomagają wszyscy. Nawet mieszkańcy dzielnic, do których woda nie dociera, bo są położone nieco wyżej. Pod wieżą ciśnień na al. Wiśniowej setki ludzi sypią piasek do worków, które potem przewożone są tam, gdzie są potrzebne. Na Krzykach ludzie opróżniają wszystkie piaskownice, a kiedy brakuje piasku w worki sypią ziemię. Starsze kobiety – mieszkanki Krzyków, pamiętające być może czasy wojny, przynoszą kawę, herbatę i robią kanapki. Prawdziwe pospolite ruszenie. Każdy pomaga jak może. Piekarnie, cukrownie, chłodnie, spółdzielnie rolnicze dostarczają worki. Niektóre docierają samolotami z Gdańska, Warszawy, Poznania. Na wały i uliczne barykady przeciwpowodziowe trafia niemal pół miliona worków z piaskiem.


Wrocław walczy. Wrocław nie poddaje się, bo zawsze jest trochę niepokorny...


Jak zawsze wspaniale oświetlone zabytki Ostrowa Tumskiego wygladały w dniach powodzi nieco absurdalnie, ale i... pięknie
Foto: http://darkasz.republika.pl/powodz.html


Walka z żywiołem na Wyspie Piaskowej, w tle katedra i zabytki Ostrowa Tumskiego
Foto: Powódź - Raport strat we Wrocławiu (UM Wrocław)

Wszyscy słuchają wiadomości z Trestna. W tej niewielkiej podwrocławskiej wsi znajduje się najważniejszy dla Wrocławia wodowskaz. Odra płynie tu jeszcze jednym korytem, dopiero za Trestnem się rozwidla i wpływa do Wrocławia. Z Trestna przez cały czas nadaje Zbigniew Mrozek. Wcześniej przyjechał do matki, która na zlecenie IMiGW mierzy poziom wody na Odrze. Cała wioska, razem z matką Mrozka zostaje ewakuowana amfibiami, ale Zbigniew Mrozek zostaje i na ochotnika mierzy poziom wody. Przez cały czas powodzi drogą radiową nadaje strategiczne dla mieszkańców Wrocławia informacje. Średni poziom wody w tym miejscu wynosi zazwyczaj ok. 350 cm, jak przekroczy 430 cm – ogłasza się stan alarmowy. Teraz jest 724 cm.

Mapa zalanych terenów we Wrocławiu podczas powodzi w 1997 r.

Kiedy poziom wody się stabilizuje okazuje się, że pod wodą jest ponad 30% miasta. Znaczna część prawie 700 - tysięcznego Wrocławia nie ma wody, prądu, gazu. Komunikacja miejska jest sparaliżowana – nie kursują tramwaje, autobusy jeżdżą bez rozkładu. Na zalanych ulicach najlepszym środkiem transportu okazują się pontony, kajaki i wszelki sprzęt pływający. Do zalanych dzielnic docierają wojskowe amfibie z zapasami wody, żywnością i lekarstwami. Wokół woda, a we Wrocławiu słonecznie, ciepło, potem zaczyna ponownie padać. Mówi się o drugiej fali powodziowej. Na zalanych terenach życie towarzyskie kwitnie na dachach. Tam wyprowadza się psy, spotyka z sąsiadami, czasem grilluje. Nad miastem pojawiają się śmigłowce. Lata ich ponad 30. Hałas ich silników zagłusza wszystko. Media informują jak komunikować się z załogami śmigłowców: kolor biały – potrzebna ewakuacja, czerwony – potrzebna żywność i woda, niebieski – potrzebna pomoc lekarska.

Wrocław pod wodą - więcej zdjęć na Wrocław.Dolny.Slask.pl

Wrocław za sprawą wielkiej liczby mostów nazywany bywa często „Wenecją Północy” – teraz nie jest to pusty frazes! Woda, która tak szybko wdarła się do miasta, nie chce go tak prędko opuścić. Niektóre ulice w centrum pozostają pod wodą przez 8 dni. Te bliżej rzeki jeszcze dłużej.

Miedzy wrocławianami zaczynają krążyć powodziowe dowcipy – znak, że mieszkańcy nie stracili ducha, np. taki:
Dzwoni pani do komitetu przeciwpowodziowego i mówi, że na podwórku ma dwa psy na łańcuchu. - A na jak długim? - pytają w komitecie.
- No, ze dwa metry.
- Łańcuch przedłużyć - słyszy w odpowiedzi - będzie szła fala trzymetrowa.

Albo taki:
Rozmowa telefoniczna dwóch wrocławian.
- Co tam u Ciebie?
- No, nie przelewa się, a u ciebie?
- Mi nie uszło na sucho.
- A co tam u twojej siostry?
- Wody odeszły.


Rodzą się powodziowe anegdoty. W wywiadach po powodzi Bogdan Zdrojewski opowiada, jak bladym świtem, przyjechał na skrzyżowanie Świdnickiej i Piłsudskiego, które było zalane, ale wciąż działała tam sygnalizacja świetlna. Cisza, spokój, nad wodą unosiła się poranna mgiełka. Nagle na skrzyżowanie podpłynął młody człowiek na kajaku. Widząc czerwone światło, wyhamował kajak, obejrzał się w lewo, w prawo i ruszył dalej...


Kompilacja zdjęć powodziowych - filmik sklejony przeze mnie
Źródło: Youtube.com

Co zmieniło się po powodzi we Wrocławiu? Paradoksalnie po przejściu wielkiej wody Wrocław jeszcze wypiękniał. Szybko zaczęły się remonty ulic i zalanych budynków. Kilkadziesiąt starych kamienic trzeba było wyburzyć, ale ich miejsce powoli zajmują nowe budynki. Nawet dziś niektóre z obecnie prowadzonych remontów są konsekwencją powodzi. Ale największa zmiana nastąpiła w mentalności mieszkańców. Niedawne badania pokazały, że mieszkańcy Wrocławia są bardzo dumni ze swojego miasta. Może nawet najbardziej w Polsce! Wydaje mi się, że na świadomość tej dumy wpływ miała również wielka woda z 1997 r., a przede wszystkim to poczucie solidarności, chęci niesienia pomocy innym, ratowania starówki, Ostrowa Tumskiego, ogrodu zoologicznego i wspólnej walki z żywiołem. Podczas powodzi mieszkańcy Wrocławia zrozumieli, że naprawdę walczą o SWOJE miasto, a nie o jakąś poniemiecką mieścinę, do której zostali przymusowo przesiedleni. Walczyli o swój Wrocław. Wiedzieli już o skomplikowanych dziejach tego miasta, że był kiedyś Breslau, że krzyżowały się tu losy wielu narodów, a każdy z nich pozostawił po sobie dziedzictwo, które my – współcześni wrocławianie musimy ocalić przed kataklizmem. Walczono o miasto, o którym parę tygodni wcześniej Papież Jan Paweł II powiedział: „Wrocław jest miastem położonym na styku trzech krajów, które historia bardzo ściśle ze sobą połączyła. Jest poniekąd miastem spotkania, jest miastem, które jednoczy.”
Te słowa zobowiązują...

12 lipca 1997 r. Wrocław zaczął tonąć. Ale nie utonął. Dzięki swoim mieszkańcom.

23:06, wroclawzwyboru
Link Komentarze (45) »
    Czytam i polecam: