czyli o Wrocławiu z innej strony
RSS
sobota, 31 lipca 2010
Ok. 20 za oknem zobaczyłem słup czarnego dymu, gdzieś za CH Arkady Wrocławskie. Przypomniał mi się pożar na Swobodnej, który miałem okazję obserwować (i fotografować) właściwie od pierwszych płomieni. Zajrzałem do sieci. Na Facebookowym profilu blogu "Wrocław z wyboru" pojawiła się informacja, że pali się gdzieś w okolicach "trójkąta". Potem - rzut oka na Blip.pl, gdzie od jakiegoś czasu w miarę regularnie mikrobloguję, i już wiedziałem, że pali się przy ul. Pułaskiego. Ktoś dodał nawet już zdjęcie płonących budynków. Potem musiałem opuścić "posterunek" - miałem umówione spotkanie. Wróciłem przed północą. Ponownie zaglądam do sieci. Ciekawi mnie, co właściwie paliło się przy Pułaskiego. Tym razem sprawdzam "duże" serwisy. Wroclaw.Gazeta.pl informuje, że pożar opanowany, gasiło go 7 jednostek straży pożarnej. Serwis "Gazety Wrocławskiej" podaje informację, że "ogień strawił meble" i pisze o 20 jednostkach straży pożarnej, które go gasiły. Ten szczegół przykuwa moją uwagę: ile w końcu tych jednostek gasiło pożar? Sprawdzam dalej. MMWroclaw.pl pisze o "około" 18 zastępach strażaków, zaś serwis internetowy Polskiego Radia Wrocław wymienia informację o 17 zastępach, podobnie jak TVN24. Może się czepiam? Nawiasem mówiąc TVN24 podaje informację, że pożar miał miejsce na ul. Puławskiego. Aż sobie print screena zrobiłem dla potomności.
 



Po tym wszystkim sprawdziłem jeszcze blogowego maila i... od godziny czekała tam na mnie paczka "ognistych" zdjęć od Krzysztofa. Aż mi się czas majowej powodzi przypomniał. Zdjęcia pozwalam sobie dodać poniżej - tak wyglądał dzisiejszy pożar przy ul. Pułaskiego od pierwszych minut (dzięki Krzysztof!):






















Po wszystkim uświadomiłem sobie, czego dotyczył manifest Dana Gillmora "We the Media"...


/Paweł Andrzejczuk/
01:27, wroclawzwyboru
Link Komentarze (1) »
środa, 28 lipca 2010
Niewiele ponad tydzień po tym, kiedy zacząłem pisać ten blog (21 sierpnia 2005 r.), Nowy Orlean nawiedziła katastrofa, jedna z najstraszniejszych, a z pewnością najkosztowniejsza w dziejach USA. Huragan Katrina zabił 1836 osób, 705 osób uznano za zaginione, swoje domy musiało opuścić 1,3 mln ludzi. Zdjęcia zniszczonego miasta, uznawanego za kolebkę jazzu, obiegły media na całym świecie. Z Nowego Orleanu pochodzi również artystka Jana Napoli, która po katastrofie wróciła w rodzinne strony, a to, co zobaczyła dało impuls do upamiętnienia zarówno ofiar katastrofy, jak i zniszczeń miasta (pod wodą znalazło się 80% Nowego Orleanu). Napoli zaczęła zbierać szuflady, te w których przechowujemy różne drobiazgi, szpargały i z jakiś powodów (może z sentymentu do tych przedmiotów) nie chcemy się ich pozbywać. Tak z porzuconych w błocie, częściowo zatopionych, znajdowanych gdzieś na ulicach Nowego Orleanu szuflad powstała instalacja Floodwall, którą od połowy lipca możemy podziwiać w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. Wystawie towarzyszy wiele wydarzeń związanych z projektem Floodwall. Szczegóły znajdziecie na stronie organizatora - Centrum Sztuki Impart.

Piszę o tym wszystkim, ponieważ Floodwall doczekał się wrocławskiej edycji. Mieszkańcy Wrocławia między 15 a 25 lipca mogli przynosić do wrocławskiej Renomy swoje szuflady. Co przynieśli? Jaka jest zawartość wrocławskich szuflad? To się okaże już jutro, bo właśnie jutro odbędzie się oficjalne otwarcie wrocławskiej instalacji projektu Floodwall we wrocławskiej Renomie. Start o godz. 18 (wejście od strony Podwala).

Zostałem zaproszony na ten wernisaż, a za moim pośrednictwem organizatorzy zapraszają wszystkich tych, którzy podczas majowej powodzi starali się pomagać w każdy możliwy sposób, również poprzez blog "Wrocław z wyboru". Co niniejszym czynię i zapraszam jutro do Renomy!



/Paweł Andrzejczuk/
sobota, 10 lipca 2010
Stare powiedzenie głosi, że reklama jest dźwignią handlu. Z biegiem czasu zmieniają się tylko nośniki, niekiedy dochodzą nowe, ale w gruncie rzeczy wszystko sprowadza się go tego, że aby coś sprzedać, to należy "krzyczeć".

Przekopałem zasoby bibliotek cyfrowych i chciałem pokazać Wam co ciekawsze komunikaty reklamowe publikowane w breslauerskich dziennikach i innych periodykach. Okazuje się, że po latach najbardziej banalna reklama prasowa, staje się interesującym dokumentem historycznym, ukazującym "codzienność" w Breslau. Choć stare reklamy dziś już nic nie sprzedadzą, to nadal przekazują cenne komunikaty. Dowiadujemy się z nich bowiem, co kupowali dawni wrocławianie, co było modne i kiedy... Można je analizować pod kątem typograficznym czy symbolicznym...

Zobaczmy zatem, jak "krzyczały" reklamy we wrocławskich gazetach przed wojną:



Reklama hurtowni cygar i papierosów, która mieściła się na rogu ul. Henryka Brodatego i Rydygiera.
Źródło: Breslauer Beamten-Zeitung, wyd. z 1.09.1905 r.



Meble, lustra, obrazy można było zapakować i wysłać do Wiednia w firmie R. Scheunerta, która działała na ul. Powstańców Śląskich 41.
Źródło: Breslauer Beamten-Zeitung, wyd. z 1.09.1905 r.


"Niezrównany wybór klatek dla ptaków". "Dobrze mówiące papugi". Tak reklamował się sklep zoologiczny A. Davida na ul. Oławskiej, mieszący się vis-a-vis placu Św. Krzysztofa.
Źródło: Breslauer Beamten-Zeitung, wyd. z 1.09.1905 r.


W 1907 r. św. Mikołaj w cygara zaopatrywał się w znanej nam już z reklamy powyżej hurtowni cygar i papierosów Roberta Froelicha.
Źródło: Breslauer Beamten-Zeitung, wyd. z 1.12.1907 r.



Przed Świętami Bożego Narodzenia najlepsze kawy, wina i likiery należało kupić w kawiarni i palarni kawy Otto Stieblera. Dziś w tym miejscu znajduje się Mediateka. Uwagę przyciągają ciekawe stroje z epoki i secesyjna oprawa graficzna reklamy.
Źródło: Breslauer Beamten-Zeitung, wyd. z 1.12.1907 r.



Reklama "czystego śląskiego miodu pszczelego", który można było kupić u Otto Stieblera.
Źródło: Breslauer Beamten-Zeitung, wyd. z 6.09.1910 r.



Reklama zakładu produkującego walizki i torby Alfreda Hoffmanna, który działał przy ul. Zielińskiego. "Duży wybór toreb damskich, portmonetek, toreb na listy, cygara i na zakupy".
Źródło: Breslauer Beamten-Zeitung, wyd. z 1.08.1912 r.



Reklama "Grobowców żelbetowych". Takie grobowce są "wodoszczelne i niezniszczalne" - zachwalał producent. Zamówienie można było złożyć w placówce firmy przy ul. Szewskiej 57.
Źródło: Breslauer Adressbuch, 1915 r.



Na tańce czy koncert dawni wrocławianie chodzili do Domu Koncertowego Krokera, który działał przy ul. Na Grobli.
Źródło: Schlesische Angestellten-Rundschau, wyd. z 1.10.1921 r.



"Dobrze dobrane okulary" w Breslau można było nabyć u "dyplomowanego okulisty" Roberta Schwarzera przy ul. Piotra Skargi 6.
Źródło: Schlesische Angestellten-Rundschau, wyd. z 1.03.1927 r.


Tak wyglądała typowa dla tamtych czasów strona reklamowa w gazecie wydawanej w Breslau.
Źródło: Schlesische Rundschau, wyd. z 1.09.1928 r.


"Zimowe płaszcze elegancko wykonane już od 14,75 marek" można było nabyć u Oskara Dehmela, którego sklep działał na pl. Nowy Targ 45. Czy tam ubierał się Eberhard Mock?
Źródło: Schlesische Rundschau, wyd. z 1.12.1931 r.


Metalowe i drewniane łóżka, materace, wózki dla dzieci i inne akcesoria do domu oferował "Salon Łóżek" E. Beckera, mieszczący się przy ul Kotlarskiej 4.
Źródło: Breslauer Adressbuch, 1935 r.



Reklama Kurta Budzinskiego "architekta ogrodów" o polskim nazwisku, dziś nazwalibyśmy go architektem krajobrazu. Firma działa na ul. Wyścigowej 34.
Źródło: Breslauer Adressbuch, 1935 r.


Jeśli temat zainteresuje czytelników blogu, to poszukam innych ciekawych reklam z czasów Breslau.

/Paweł Andrzejczuk/

15:05, wroclawzwyboru
Link Komentarze (5) »
    Czytam i polecam: