czyli o Wrocławiu z innej strony
RSS
środa, 24 sierpnia 2005
Jednym z najmłodszych i jednoczesnie najmniej znanych wrocławskich parków jest Park Wschodni. To urokliwe miejsce położone jest w dorzeczu Oławy, a wejść do niego można boczną alejką od strony ulicy Krakowskiej. Jest to najcichszy wrocławski park - hałas z ulicy Krakowskiej prawie tu nie dociera, poza tym alejki nie są tak zatłoczone jak w innych parkach. Cisza, spokój... i przyroda. Prawdziwa oaza spokoju.


"Mazurskie klimaty" Parku Wschodniego

Park był podobno poważnie zdewastowany podczas powodzi w 1997 r., ale trudno się teraz tego domyśleć. Łatwiej można odnaleźć śłady zniszczeń po ostatniej lipcowej wichurze, która połamała kilka drzew, niektóre z nich dosłownie wyrwała z korzeniami.

Kiedy wybrałem się do Parku Wschodniego w ostatnią niedzielę wydał mi się on jakiś taki dziki (w sensie, że łatwo tam o kontakt z przyrodą). To wrażenie spotęgował np. widok, który ujrzałem przejeżdżając alejkami położonymi najbliżej rzeki. Nagle na przeciwległym brzegu dostrzegłem kilka łabędzi z wyrośniętymi młodymi (jeszcze szarymi, ale już prawie białymi). Przez chwilę podglądałem łabędzią rodzinę i w pewnym momencie kolejna niespodzianka ornitologiczna - obok łabędzi wylądowała czapla siwa!

Park Wschodni ma też swoją tajemnicę. Mniej więcej po środku parku znajduje się dziwna okrągła budowla. Niektórzy twierdzą, że to bunkier, ale kto buduje bunkier z cegły dziurawki i obłkłada go kamieniem? Bardziej prawdopodobna jest teza, że to pozostałość po cokole pomnika ku czci SA, który odsłonięto w Parku Wschodnim w latach 30 XX w. Jeśłi ktoś z Czytelników ma dokładniejsze informacje na temat tego dziwnego obiektu to prosze wyrażac je w komentarzach.


Dziwny obiekt w Parku Wschodnim. Bunkier czy pozostałość po przedwojennym pomniku?

Jeśłi przyjmiemy, że miejsca magiczne to takie miejsca, w których dobrze się czujemy i do których z przyjemnością wracamy, to wrocławski Park Wschodni z pewnością spełnia tą definicję... Polecam go wszystkim, którzy lubią w słoneczny weekend odpocząć od gwaru wielkiego miasta. I jeszcze jedno: dorzecze Oławy w tym miejscu bardzo przypomina Mazury - to kolejny powód by się tutaj wybrać.

wtorek, 23 sierpnia 2005
Wrocław to miasto mostów - to nie jest pusty frazes. We Wrocławiu jest podobno około 200 mostów, co daje miastu pierwsze miejsce w Polsce i zapewne Wrocław jest jednym z najbardziej "umostowionych" miast Europy. Przed wojną było jeszcze lepiej. Jak podaje Wikipedia było wówczas dokładnie 303 mosty. Liczba imponująca! Duża liczba mostów ma swoje uzasadnienie - przez Wrocław przepływa pięć rzek: Odra, Oława, Bystrzyca, Ślęza, Widawa. Do tego liczne kanały i fosa miejska przecinają miasto, przez co miasto nabiera jeszcze większego uroku.

Każdy most ma w sobie coś metafizycznego. W końcu łączy dwa brzegi, odległe perspektywy stają się dzięki mostom bliższe, wprost na wyciągnięcie ręki. Każdy most kryje piękno, jakąś idealną harmonię, zgdoną z matematycznym rachunkiem, która pozwala wielotonowej konstrukcji jakoś stać nad brzegiem rzeki...

We Wrocławiu jest kilka naprawdę pięknych mostów.

Najsłynniejsza wrocławska przeprawa mostowa to chyba Most Grunwaldzki, który obecnie przechodzi zasłużony remont.


"Trudne chwile" most przeżył podczas powodzi w lipcu 1997 r. Zazwyczaj poziom wody pozwala przepływać pod mostem statkom spacerowym...

Wcześniej nosił nazwę Most Cesarski, został wzniesiony w 1910 r. i w momencie jego budowy był drugim co do wielkości mostem wiszącym w Niemczech. Dziś jest to największy most wiszący w Polsce. Jego długość wynosi 112,5 m, a szerokość 18 m. Autor strony www.most.grunwaldzki.prv.pl podaje, że do budowy kamiennych bram użyto około 2400 ton granitu sprowadzonego ze śląskich kamieniołomów, a
waga stalowej konstrukcji wynosiła około 2300 ton.


Budowa Mostu Grunwaldzkiego

Historia Mostu Grunwaldzkiego jest całkiem interesująca. Obiekt, który dla wrocławian jest po prostu "Grunwaldem" (tak określany jest też ciągnący się za nim plac) wcześniej był różnie nazywany. Przeze pierwsze 8 lat po jego wzniesieniu był znany jako Most Cesarski (na jego otwarcie 10 października 1910 r. przyjechał cesarz Wilhelm II). Po zakończeniu I wojny światowej został przemianowany na Most Wolności. Hitlerowcy wrocili do starej nazwy i nasz "Grunwald" znowu był Mostem Cesarskim. Podczas wojny most został poważnie uszkodzony. Sami hitlerowcy budując siłami więźniów i cywilnej ludności miasta awaryjne lotnisko na obecnym placu Grunwaldzkim, okaleczyli budowlę, burząc wieńczące most wieżyczki (wszystko po to,aby samoloty mogły swobodnie startować i lądować). Odbudowa mostu trwała 2 lata. Jak ważna jest to przeprawa dla wrocławian udowodniły kilometrowe korki, które powstały w centrum, kiedy zamknięto jedną jezdnię mostu.

Jeszcze jedna ciekawostka: prototypem Mostu Grunwladzkiego był most stalowy wzniesiony w Ozimku (woj. opolskie) w 1827 r. Był to pierwszy tego typu most wybudowany w Europie. Podobieństwa Mostu Grunwaldzkiego do tego w Ozimku widać gołym okiem.


Most w Ozimku nad rzeką Małą Panwią

Nie będzie przesadą jeśli stwierdzę, że Most Grunwaldzki to jedno z miejsc Wrocławiu, które nadają miastu charakter. To w końcu miejsce magiczne, które najpiękniej wygląda w nocy, cudownie podświetlone przyciąga uwagę i ma niesamowity klimat... Polecam każdemu! Zwłaszcza po zmroku...

I parafrazując pewną znaną maksymę dodam jeszcze: Nie było nas - był most, nie będzie nas - będzie most...

10:10, wroclawzwyboru
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 22 sierpnia 2005
Jest takie miejsce w Parku Szczytnickim, który sam w sobie jest tak interesujący, że zasługuje na dłuższą notkę, do którego wracam ostatnio z niezwykłym sentymentem. Drewniany kościółek św. Jana Nepomucena, o którym mowa to coś z zupełnie innej bajki... "Odkryłem" go zaledwie kilka tygodni temu. Właściwie to go najpierw poczułem! Przejażdzając alejką obok otoczył mnie nagle charakterystyczny zapach starego drewna... I wtedy go ujrzałem. Był piękny. Pierwsze skojarzenia: to jakaś scenografia? "Potop"? Wyobraziłem sobie, że za chwilę z wnętrza wyjdzie skruszony Kmicić i wierni, którym odczytano list królewski, głoszący jego zasługi dla Rzeczypospolitej...

Klimat tego miejsca jest niesamowity.

Teraz fakty: Kościół św. Jana Nepomucena powstał w XVI w. w Starym Koźlu (woj. opolskie), do Parku Szczytnickiego został przeniesiony w 1913 r. z inicjatywy wrocławskiego architekta Theo Effenberga. Kościółek był wówczas elementem Wystawy Sztuki Ogrodowej i Cmentarnej, która odbywała się w ramach wrocławskiej Wystawy Stulecia.

W ten sposób jeden z najpiękniejszych (jeśli nie najpiękniejszy) wrocławskich parków wzbogacił się o (kolejne!) naprawdę magiczne miejsce! Ciekawi mnie tylko jedno: jak jest w środku? Podobno kościółek jest czasami otwierany, odbywają się tam wystawy... Nie wiem też czy w środku zachowało się oryginalne wyposażenie sakralne i czy kościół służy jeszcze wiernym? Być może msza święta odbywa się w dniu patrona świątyni, czyli 16 maja?

Tak czy inaczej drewniany obiekt w Parku Szczytnickim jest niezwykły, ma klimat, wg mnie jest jednym z najbardziej magicznych miejsc Wrocławia. Polecam go wszystkim... Najłatwiej trafić do niego schodząc z pergoli, mijając Ogród Japoński (też zasługuje na osobną notkę!). I o czym już wspominałem: często najpierw się go czuje, potem widzi... Przyznajcie, że jest w tym trochę magii...

I jeszcze fotka:



Więcej zdjęć (głównie przedwojennych): kliknij tutaj

09:42, wroclawzwyboru
Link Komentarze (9) »
niedziela, 21 sierpnia 2005

Wrocław to miasto magiczne! Może brzmi to banalnie, ale niemal codziennie doświadczam tej magii na własnej skórze. Wrocław to miasto wielu kultur. Mikrokosmos Europy. Miasto spotkań...

W moim blogu postaram się opisywać magiczne miejsca Wrocławia, a raczej swoje magiczne miejsca we Wrocławiu. Będzie to spis wybitnie subiektywny, żadnej Ameryki tu nie odkryję - proszę więc o wyrozumiałość potencjalnych Czytelników, w szczególności wrocławian... Będę przecież opisywał miejsca, które znają doskonale, ale dla mnie są one prawdziwym odkryciem!

Parę słów wyjaśnienia: wrocławianinem jestem od lutego 2005 r., wtedy zamieszkałem w tym mieście na stałe (i na razie nie planuję tego zmieniać). Nie znaczy to, że nie miałem kontaktu z Wrocławiem wcześniej. Ależ miałem - studiowałem tu całe 5 lat, ale nie znałem wówczas miasta i w ogóle mnie ono nie pociągało. Wszytko zmieniło się, od kiedy zacząłem jeżdzić po Wrocławiu rowerem. Odkryłem malownicze parki, urokliwe zakątki, cmentarze wojenne (jest tu nawet cmentarz żółnierzy włoskich z czasów I wojny światowej)... W ten sposób Wrocław mnie oczarował (może to ta magia?)!

To we Wrocławiu jest ciekawe: może tu przyjechać każdy i po pewnym czasie po prostu powiedzieć, że jest wrocławianinem, może powiedzieć: "Mój Wrocław", "Jestem z Wrocławia". Spróbujcie tak zrobić w Krakowie - rodowici krakusi was wyśmieją, albo w Warszawie - gdzie wszyscy to przyjezdni, a z samym miastem nikt się nie utożsamia.

Tak, Wrocław to mój wybór.

19:48, wroclawzwyboru
Link Komentarze (19) »
    Czytam i polecam: