czyli o Wrocławiu z innej strony
RSS
niedziela, 31 sierpnia 2008

Najbardziej znaną żydowską nekropolią we Wrocławiu jest cmentarz żydowski przy ul. Ślężnej, który od 1975 r. wpisany jest do rejestru zabytków, a od 1988 r. został ogłoszony Muzeum Architektury Cmentarnej (ob. Muzeum Sztuki Cmentarnej) i funkcjonuje jako oddział Muzeum Miejskiego Wrocławia. Dzięki temu cmentarz przy ul. Ślężnej jest chroniony prawnie i znajdują się fundusze na renowację przepięknych grobowców. W o wiele gorszej sytuacji znajduje się jednak cmentarz żydowski przy ul. Lotniczej, który mimo wysiłków wolontariuszy z wielu krajów i działań miejscowej gminy żydowskiej, a przede wszystkim jego opiekuna - p. Marka, bywa często dewastowany przez tzw. nieznanych sprawców. Kilka miesięcy temu miałem okazję zwiedzić to niezwykłe miejsce, ale dopiero po informacjach o kolejnej dewastacji i zbezczeszczeniu wielu nagrobków, postanowiłem napisać parę słów o żydowskiej nekropolii przy Lotniczej. Pozostaje mi mieć nadzieję, że ten wpis dotrze do kilku bezmyślnych i najprawdopodobniej młodych osób, które urządzają na cmentarzu alkoholowe libacje, a potem niszczą zabytkowe macewy. Być może te słowa przeczytają również mieszkańcy ulic w okolicy cmentarza żydowskiego przy Lotniczej i odpowiednio zareagują w przypadku aktów wandalizmu na terenie nekropolii...

A oto historia tego miejsca:
Kiedy powiększenie kirkutu przy ul. Ślężnej nie było możliwe, wrocławska gmina żydowska stanęła przed koniecznością znalezienia miejsca nadającego się na nową nekropolię. Poszukiwania takiego miejsca zaczęły się jeszcze w latach 90 XIX w. Gmina żydowska rozważała zakupienie terenów na Tarnogaju oraz na Grabiszynie. Ostatecznie jednak zdecydowano się na zakup parceli położonych na zachód od miasta. Parcela należała do rodu von Woyrsch, Panów na Pilczycach. Ponieważ działką zainteresowany był również wrocławski magistrat, który zamierzał tam zlokalizować także cmentarz (późniejszy Kommunal Friedhof in Cosel - obecny Park Zachodni), padła propozycja, aby to miasto nabyło parcelę, a następnie jej część odsprzedało wrocławskiej gminie żydowskiej. Tak też ostatecznie uczyniono i w 1898 r. gmina stała się właścicielem działki o powierzchni 12,1 ha, za którą zapłacono prawie 73 tysiące marek.

Pierwsze prace na działce przy ul. Lotniczej rozpoczęto w 1900 r. Gminy żydowskie z Berlina i Hamburga na prośbę gminy wrocławskiej przesłały projekty swoich cmentarzy, które stały się wzorami dla projektu nekropolii przy Lotniczej. Budowę kirkutu nadzorował architekt Paul Ehrlich, zaś zieleń zaprojektował dyrektor miejskiego ogrodnictwa Hugo Richter. Na początku 1902 r. nowy cmentarz był praktycznie gotowy i uroczyste otwarcie nowej żydowskiej nekropolii (niem. Juedischer Friedhof an der Flughafenstrasse) nastąpiło 14 lutego 1902 r. Pierwszy pochówek w tym miejscu odbył się 12 marca 1902 r. Od tamtej pory, po dziś dzień, kirkut przy ul. Lotniczej pełni funkcje sepulkralne jako cmentarz wrocławskiej gminy żydowskiej.


Główna brama prowadząca na teren cmentarza - niestety na pierwszym planie mało atrakcyjny widok...

W 1902 r. na terenie kirkutu przy Lotniczej wzniesiono również kaplicę cmentarną. Jej projekt opracował Paul Ehrlich. Był to dwukondygnacyjny budynek na planie kwadratu. Górna kondygnacja kaplicy była przykryta stromym ostrosłupowym dachem, dolna kondygnacja okolona była przedsionkiem. Do środka kaplicy wchodziło się przez profilowany portal, zwieńczony trójkątnym szczytem z rozetą i fryzem arkadowym. Wnętrze kaplicy pokryte było dekoracją malarską o motywach geometrycznych i roślinnych. Sklepienie można określić jako kompromis między sklepieniem żebrowym a żaglowym. Kaplica połączona była z domem przedpogrzebowym, położonym nieco dalej na południe. Dom przedpogrzebowy przetrwał do naszych czasów, choć jego stan techniczny jest bardzo zły. Kaplica została wysadzona w powietrze w latach 60. XX w.


Nieistniejąca już dziś kaplica cmentarna
Źródło: Wroclaw.Hydral.com.pl


Kaplica cmentarna i dom przedpogrzebowy
Źródło: Wroclaw.Hydral.com.pl


Wnętrze kaplicy na cmentarzu żydowskim przy ul. Lotniczej
Źródło: Wroclaw.Hydral.com.pl


Stan obecny domu przedpogrzebowego


Widok na dom przedpogrzebowy

Po I wojnie światowej na terenie cmentarza wydzielono pole honorowe o wymiarach 58 m na 28 m. Poświęcono je pamięci żołnierzy żydowskiego pochodzenia, którzy polegli na frontach I wojny światowej. Centralną częścią tego pola jest monument przykryty owalną kopułą. Na bocznych ścianach pomnika, na 8 tablicach, wyryto nazwiska 432 żołnierzy. Uroczyście otwarto tą cześć cmentarza 29 sierpnia 1920 r. Monument został zaprojektowany przez Paula Ehrlicha i przetrwał do naszych czasów – znajduje się na przedłużeniu głównej alei cmentarnej.


Pomnik poświęcony pamięci żołnierzy żydowskiego pochodzenia, którzy zginęli podczas I wojny światowej


Fragment jednej z tablic umieszczonych na pomniku

Podczas II wojny światowej wrocławscy Żydzi zostali wywiezieni z miasta i umieszczeni głównie w getcie w czeskim mieście Terezin. Inni wywiezieni zostali do obozu Gross Rosen. W sumie we Wrocławiu zostało ok. 600-700 osób żydowskiego pochodzenia, najczęściej były to rodziny mieszane aryjsko-żydowskie. W 1943 r. z polecenia gauleitera Karla Hankego na terenie cmentarza przy Lotniczej utworzono żydowską placówkę medyczną (niem. Juedische Krankenstation Cosel). Jej pacjentami byli także Żydzi-więźniowie obozów koncentracyjnych z Wrocławia i okolicy. W tym czasie na terenie nekropolii odbywały się nadal pogrzeby. Najczęściej chowano zmarłych więźniów wspomnianych obozów. Ich bezimienna zbiorowa mogiła znajduje się przy jednej z alejek po wschodniej stronie cmentarza. Żydowska placówka medyczna działała na cmentarzu do końca 1944 r. Potem zaczęło się już piekło Festung Breslau i o pobliskie lotnisko na Gądowie Małym, toczyły się bardzo zacięte walki. Dlatego na wielu macewach kirkutu przy Lotniczej zobaczyć można ślady po kulach. Prawdopodobnie w tym też czasie uszkodzona został kaplica cmentarna oraz budynek zarządu.


Kirkut przy ul. Lotniczej we Wrocławiu - stan obecny


Jeden w wielu interesujących nagrobków

I jeszcze jedna, niestety tragiczna, ciekawostka, o której opowiedział mi opiekun cmentarza. Obok głównej bramy, po prawej stronie, widać ślady po odbudowanym fragmencie muru. Wg różnych przekazów w tym miejsc zginęło 2 niemieckich żołnierzy, prawdopodobnie z pułku SS Besslein, który operował w pobliżu Gądowa Małego. Wspomniani żołnierze zostali pochowani w miejscu śmierci i jeśli prawdą jest ten przekaz, sprawą należałoby zainteresować Fundację Pamięć, która zajmuje się ekshumacją niemieckich żołnierzy.
Jeśli ta historia jest prawdziwa to trzeba przyznać, że to niezwykła ironia losu, że 2 żołnierzy III Rzeszy, która z taką zawziętością eksterminowała Żydów, spoczywa na żydowskim cmentarzu... 

 
Przy tym murze, tuż przy głównej bramie, wg niektórych przekazów miało zostać pochowanych dwóch niemieckich żołnierzy, którzy zgnęli w walkach o lotnisko na Gądowie Małym

Obecnie stan cmentarza żydowskiego przy ul. Lotniczej we Wrocławiu, mimo wpisania go w 1983 r. do rejestru zabytków, jest niestety zły. Mimo wysiłków wielu ludzi, wolontariuszy, fundacji, to miejsce niszczeje, choć w ciągu ostatnich lat wiele zrobiono, żeby przywrócić choć pierwotny układ głównych ścieżek, które porastała masa zieleni. Do tego cmentarz, jak wspominałem na początku, co pewien czas pada ofiarą bezsensownego wandalizmu. A naprawdę warto jest się wybrać tutaj na spacer, pamiętajcie tylko o jakimś nakryciu głowy (dotyczy to panów - oddacie w ten sposób zmarłym należny szacunek).

Cmentarz otwarty jest w każdą niedzielę między godziną 9 a 13. Jeśli spotkacie starszego pana z wykaszarką będzie to z pewnością opiekun cmentarza – miło się z nim rozmawia. Wstęp na teren cmentarza jest bezpłatny. Dodatkowe informacji można uzyskać pod nr tel. (071) 343 64 01.

***
Więcej o cmentarzu żydowskim przy ul. Lotniczej we Wrocławiu dowiecie się ze świetnej strony Cosel Friedhof

21:58, wroclawzwyboru
Link Komentarze (10) »

31 sierpnia przypada BlogDay - Dzień Blogów. Najkrócej mówiąc chodzi o to, żeby każdy bloger w tym dniu zalinkował do 5 blogów i w ten sposób poinformował swoich Czytelników o istnieniu innych ciekawych blogów. Do udziału w tej zabawie zaprosiła mnie niustraszona łowczyni sów wrocławskich camparis. Przyznam, że na początku miałem wątpliwości, co do udziału w takiej akcji, bo jakoś nie preferuję takich "masówek", ale co tam, skoro to święto blogerów, to świętujmy... 

Blog Day 2008

Teraz czas, abym podał 5 swoich typów, a więc tak:

Łódź rysowana światłem - niesamowite zdjęcia Łodzi, którą do niedawna uważałem za najbrzydsze polskie miasto. Zdjęcia snakeeyse'a są jednak niesamowite, wspaniałe kadry, ciekawe detale, doskonałe operowanie światłem. Polecam!

Wieżowce - autor bloga, ucho, to o ile wiem wrocławianin, za co ma u mnie dużego plusa :) Przede wszystki to specjalista od wieżowców, nie tylko wrocławskich (za co ma kolejnego plusa :))

Socjologia internetu - prawdziwe kompendium wiedzy o szeroko pojętych społecznych aspektach sieci, obserwowane i analizowane na bieżąco przez wrocławską socjolożkę (przepraszam za to wrocławskie zboczenie). Zanim o tych zjawiskach przeczytasz w książkach, poznasz je tutaj.

on i ja, czyli małżeński dialog - zapiski rozmów życia małżeńskiego, a większość z nas wcześniej czy później to spotka. Warto się przygotować :) Przy wielu wpisach na tym blogu mam poczucie deja vu. Bo czy jedną z takich rozmów można zapomnieć?
"dzwonię po jeździe
JA: cholera, mam za duże tendencje do wymuszania pierwszeństwa  
ON: moja krew"

net to - niekwestionowany autorytet polskiej blogosfery, przynajmniej dla mnie. Nic dodać nic ująć, to i tak wiele, a bycie autorytetem zobowiązuje.

środa, 27 sierpnia 2008

Z serii znalezione na Youtube.pl. Zapraszam do obejrzenia amatorskiego nagrania, na którym zarejestrowano Wrocław lat 70. Film wrzucił użytkownik emerytowany i wg opisu nagranie pochodzi z 1976 r. To przedziwne, jak miasto może zmienić się w ciągu zaledwie 32 lat. Zobaczycie tu miejsca, których już we Wrocławiu nie ma, jak np. Hotel Panorama, który przed powstaniem Galerii Dominikańskiej, stał na pl. Dominikańskim. Można też dostrzec i inne ciekawe rzeczy - np. Rynek, po którym jeżdżą tramwaje, no i same, rzecz jasna, niebieskie tramwaje, tak inne od tych, które dziś widzimy na ulicach Wrocławia.


Wrocław w 1976 r.
Źródło: Youtube.pl

17:30, wroclawzwyboru
Link Komentarze (5) »
niedziela, 24 sierpnia 2008

Ten niezwykły budynek u zbiegu ul. Krupniczej i Włodkowica nieodmienne przykuwa moją uwagę, kiedy tylko jestem w tej okolicy. Liczba detali architektonicznych na budynku Nowej Giełdy (obecnie KS Gwardia) jest tak wielka, że za każdym razem odkrywam coś nowego.

Nowa Giełda (niem. Neue Boerse) powstała w latach 1864-1867. Autorem projektu budynku był Karl Johann Bogislaw Lüdecke (1826-1894), absolwent berlińskiej Akademii Architektury. Lüdecke w swojej karierze opracował ponad 150 projektów, w większości utrzymanych w duchu modnego w XIX w. historyzmu. Architekt bazował głównie na stylu romańskim, gotyckim i renesansowym.

W przypadku budynku Nowej Giełdy przy ul. Krupniczej, zastosowany przez Karla Lüdeckego styl architektoniczny można określić jako angielski neogotyk Tudorów z elementami neorenesansowymi. W rzeczywistości na konkurs architektoniczny ogłoszony w związku z planowaną budową Nowej Giełdy, Lüdecke przygotował dwa projekty: jeden utrzymany w stylu neogotyckim, a drugi w stylu neorenesansowym. Oba projekty zainteresowały jury konkursu i w ostateczności do realizacji został skierowany "mix", oparty o wspomniane dwa zwycięskie projekty Lüdeckego.


Szkic Lüdeckego przedstawiający widok na obecną ul. Włodkowica, w głębi po lewej można dostrzec zabudowania Nowej Giełdy
Źródło: Architekturmuseum der TU Berlin  


Gmach Nowej Giełdy - widok z Podwala
Źródło: Wroclaw.Hydral.com.pl

W ten sposób powstał ceglany budynek o charakterze pałacowo-zamkowym, z wieloma ozdobnym detalami architektonicznymi, podkreślającymi dumę i potęgę śląskiego kupiectwa. Uwagę przyciągają szczególnie alegoryczne rzeźby Rolnictwa, Pasterstwa, Handlu, Żeglugi, Górnictwa i Hutnictwa. Autorami tych alegorii są dwaj wrocławscy rzeźbiarze G. Michaelis oraz A. Kern. Warto wspomnieć, że postać – alegoria Handlu jest portretem samego Karla Johanna Bogislawa Lüdeckego.


Postaci - alegorie z fasady Nowej Giełdy we Wrocławiu. Od lewej: alegoria Żeglugi, Handlu, Rolnictwa i Pasterstwa. Alegoria Handlu jest portretem projektanta budynku Nowej Giełdy Karla Lüdeckego
Źródło: Wroclaw.Hydral.com.pl

Równie ciekawa, jak fasada Nowej Giełdy było wnętrze budynku. Na szczególną uwagę zasługiwała duża sala giełdowa, z bogato zdobionym kasetonowym stropem, jedynym tego rodzaju na całym Śląsku. Duża sala giełdowa, oprócz swojej funkcji kupieckiej, pełniła również często rolę sali koncertowej. W lutym 1891 r. w tym miejscu koncertował Ignacy Paderewski.


Duża sala Nowej Giełdy - Szkic Lüdeckego
Źródło: Architekturmuseum der TU Berlin


Detal kasetonowego stropu dużej sali Nowej Giełdy - Szkic Lüdeckego
Źródło: Architekturmuseum der TU Berlin

W 1928 r. na fali zainteresowania modernizmem wnętrza Nowej Giełdy zostały przebudowane wg projektu Heinricha Lauterbacha. Wówczas budynek przy Krupniczej pozbawiony został m.in. ozdobnego stropu i innych elementów dekoracyjnych we wnętrzu. Proste modernistyczne formy i funkcjonalność zwyciężyły nad historyzującymi ozdobami. Podobną „modernizację” przeszedł secesyjny Dom Handlowy Braci Barasch.


Widok z galerii na dużą salę Nowej Giełdy przed przebudową wnętrz
Źródło: Architekturmuseum der TU Berlin


I widok z galerii na dużą salę Nowej Giełdy po modernistycznej przebudowie wnętrz (1928 r.)
Źródło: Wroclaw.Hydral.com.pl

Na szczęście dla nas funkcjonalna przebudowa Nowej Giełdy oszczędziła fasadę budynku, dzięki czemu różne zewnętrzne „ozdobniki” tego obiektu możemy nadal podziwiać i rozszyfrowywać.


Współczesny widok na fasadę Nowej Giełdy od ul. Krupniczej
Źródło: Wikipedia.pl

Więcej współczesnych zdjęć Nowej Giełdy znajdziecie m.in. na blogu Wrocław w moim aparacie...

23:13, wroclawzwyboru
Link Komentarze (2) »
sobota, 23 sierpnia 2008
Trójka dla pitagorejczyków była liczbą doskonałą, symbolizująca początek, środek i koniec.

Blog "Wrocław z wyboru" dwa dni temu
obchodził trzecie urodziny. I faktycznie, mimo trzech lat opisywania Wrocławia na tym blogu, czuję się, jakbym był na początku długiej drogi, której końca nie widać. Wciąż jednak mam nadzieję, że nadal będziecie czytać notki, komentować je i przesyłać e-maile z uwagami i ciekawostkami. Mam nadzieję, że czytanie mojego bloga jeszcze Wam się nie znudziło... Nowe wpisy wciąż będą powstawać, bo Wrocław wciąż mnie fascynuje. 

15:54, wroclawzwyboru
Link Komentarze (5) »
czwartek, 21 sierpnia 2008

Wtorkowy pożar doszczętnie zniszczył "kartonowe" pawilony przy ul. Swobodnej. A co znaczy "doszczętnie" pokazują poniższe zdjęcia:

02:12, wroclawzwyboru
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 sierpnia 2008

Wielki słup czarnego dymu unosi się nad Wrocławiem. To efekt pożaru, który wybuchł we wtorek o godz. 19. w parterowych zabudowaniach przy ul. Swobodnej (skrzyżowanie z Gwiaździstą). Pożar gasi kilka zastępów strażackich i wciąż przyjeżdżają kolejne. Ulica Swobodna jest zamknięta dla ruchu samochodowego. Na miejscu jest również policja i pogotowie ratunkowe. Sytuacja wygląda naprawdę poważnie. Pożar może zagrozić zabudowaniom Teatru Polskiego.

Update. Nowe zdjęcia i relacja z całego pożaru: 


Wtorek, 19 sierpnia 2008 r., godz. 19. Na miejsce pożaru przy ul. Swobodnej przyjeżdżają pierwsze wozy straży pożarnej


Z parterowych zabudowań wydobywają się kłeby ciemnego dymu...


Nad miastem pojawia się słup czarnego dymu. Wozy straży pożarnej zajmują cały prawy pas ulicy. Nie ma jeszcze policji. Kierowcy zdezorientowani. Niektórzy trąbią


Oprócz dymu pojawiają się pierwsze języki ognia 


Ogień zajmuje część dachu. Strażacy zaczynają gasić pożar. Swobodną jeżdżą jeszcze samochody


Pojawia się pierwszy nieoznakowany radiowóz policji. Po chwili dołączają kolejne. Ulica Swobodna jest zamknięta dla ruchu samochodowego. Na miejsce pożaru przychodzi coraz więcej gapiów


Strażacy polewają część dachu, której ogień jeszcze nie zajął...


Ogień jednak rozprzestrzenia się coraz bardziej. Przyjeżdza również wóz z wysoką drabiną, co początkowo wydaje się troche śmieszne, gdyż płonące zabudowania są parterowe...


Kiedy ogień szaleje przez chwilę wydaje się, że zagrożone są inne budynki, w tym Teatr Polski. Na szczęście ogień nie rozprzestrzenia się poza baraki przy Swobodnej


Strażacy rozkładają drabinę, a ogień zajmuje kolejne części dachu zabudowań


Policja odgradza teren pożaru taśmami


Czarny słup dymu widać z prawie każdego miejsca we Wrocławiu 


Do akcji wkraczają strażacy na drabinie, którzy z góry polewają miejsce pożaru


Cały dach spłonął lub płonie


Stażacy na drabinie - ich wysiłki na niewiele się zdały


Wszystko spłonęło


Gapie na miejscu pożaru. Ten pożar można uznać za najlepiej udokumentowany fotograficznie pożar ostatnich lat (i nie mam tu na myśli mojej relacji)


Jęzory ognia osmaliły również pobliskie drzewa


Z dachu nic nie zostało, teraz widać wypalające się wnętrze i ściany


Aby ogień nie przeniósł się dalej strażacy polewają zarzewia ognia pianą gaśniczą


Ogień powoli dogasa. Część budynku bliżej ulicy Powstańców Śląskich jest już całkowicie wypalona


Dopala się fragment budynku bliżej ul. Zielińskiego


Ok. godz. 21 pożar jest opanowany


Strażacy dogasają jeszcze zgliszcza


Widok na ulicę Swobodną od strony Arkad Wrocławskich


Baraki spłonęły doszczętnie


Na miejscu pożaru było też pogotowie ratunkowe. Na razie nie wiadomo czy w budynku byli ludzie


Godz. 22. Strażacy zaczynają zwijać węże gaśnicze. Trwa jeszcze dogaszanie. Ok. 22.30 na miejscu jest koparka, która wyburza pozostałości po zgliszczach

niedziela, 17 sierpnia 2008

Lato 1963 r. było upalne, ale był to także okres smutny i dramatyczny w życiu wrocławian. Miasto Wrocław przez 47 dni było sparaliżowane i niemal odcięte od świata. Wrocławianie niczym mieszkańcy XVII-XVIII wiecznego Bostonu (USA) żyli w strachu przed chorobą znaną jako Variola Vera, czyli ospą prawdziwą, nazywaną też w Polsce czarną ospą.


Wirus ospy - Variola virus
Źródło: Wikipedia.pl

Wszystko zaczęło się od powrotu z Indii oficera służb specjalnych Bonifacego J. 22 maja 1963 r. przybył on do Wrocławia i wkrótce zapadł na dziwną chorobę. 2 czerwca J. zgłosił się do szpitala MSW przy ul. Ołbińskiej we Wrocławiu. Lekarze szpitala MSW nie byli w stanie stwierdzić, z jaką chorobą mają do czynienia. Dopiero po konsultacjach z Zakładem Medycyny Tropikalnej w Gdańsku rozpoznano u pacjenta malarię. Po krótkiej hospitalizacji J. został wyleczony i już w połowie czerwca opuścił szpital. Podczas pobytu w szpitalu wirusem zaraziła się jednak salowa, sprzątająca izolatkę, w której przebywał Bonifacy J. Od wspomnianej salowej, która zachorowała na łagodną odmianę ospy prawdziwej, zaraziła się jej córka – pielęgniarka. Od salowej zaraził się również jej syn, następnym zarażonym był lekarz, u którego salowa szukała porady. W żadnym z tych przypadków choroby nie rozpoznano jako ospy prawdziwej, wysypkę przypisywano zaś ospie wietrznej (Varicella zoster).

Dopiero 15 lipca 1963 r., a więc półtora miesiąca po pierwszych zachowaniach, ogłoszono w mieście stan pogotowia przeciwepidemicznego. W tym czasie pielęgniarka, córka salowej, już od tygodnia nie żyła, a ospę prawdziwą rozpoznano przynajmniej u czterech osób: salowej, jej syna, lekarza i czteroletniego chłopca. Każda z tych osób, przed rozpoznaniem u nich choroby, miała kontakt z innymi ludźmi, którzy mogli być potencjalnie również zarażeni i mogli nieświadomie rozprzestrzeniać chorobę dalej... A to oznaczało, że we Wrocławiu może być już kilkuset chorych na czarną ospę, od których mogą zarażać się inni ludzie. Z każdą godziną wzrastało prawdopodobieństwo, że we Wrocławiu wybuchnie prawdziwa epidemia. Należało działać więc szybko i ograniczyć możliwość wystąpienia kolejnych śmiertelnych przypadków ospy prawdziwej.

Pierwszego dnia pogotowia epidemicznego we Wrocławiu zamknięto szpital MSW przy ul. Ołbińskiej, szpital przy ul. Rydygiera, w którym pracowała zmarła pielęgniarka oraz Miejski Szpital Zakaźny przy ul. Piwnej. Personel szpitali i pacjentów izolowano do odwołania. We Wrocławiu zaczął się okres „dyktatury lekarzy”. W izolatorium lekarze mogli zamknąć każdego „podejrzanego”. Znane są relacje o izolowaniu całego wesela, ponieważ jedna z przyjaciółek panny młodej byłą pielęgniarką i mogła mieć kontakt z chorobą. Uczestnikiem wesela był kierowca Komitetu Wojewódzkiego PZPR, który następnego dnia woził miejscowych notabli, więc izolowany został cały dolnośląski Komitet Wojewódzki.

Wkrótce Wrocław został otoczony kordonem sanitarnym. Zaczęły powstawać również izolatoria – miejsca, do których przywożono osoby podejrzane o kontakt z zarażonymi. Takie izolatorium powstało np. na północ od miasta, w Szczodrem. Życie towarzyskie i kulturalne w mieście na pewien czas zamarło. W miejscach publicznych pojawiły się plakaty „Witamy się bez podawania rąk”, klamki owijano bandażami nasączonymi chloraminą. Nocami po ciemnych ulicach krążyły konwoje – kilka karetek w asyście radiowozów MO. Taki konwój sanitarny przyjeżdżał po mieszkańców podejrzanych o kontakt z chorymi i odwoził ich do jednego z izolatoriów. 19 lipca rozpoczęły się masowe szczepienia przeciw ospie prawdziwej. Zaszczepienie się na ospę, jakbyśmy to teraz określili, było nawet trendy. Dziewczyny podwijały rękawy bluzek, tak, żeby ślad po szczepieniu był jak najlepiej widoczny dla wszystkich.


Zespół przeciwepidemiczny z Trzebnicy
Źródło: Wroclaw.Hydral.com.pl

Do ludzi zamkniętych w izolatoriach nie docierały wiarygodne informacje dotyczące sytuacji w mieście. To wywołało plotki. Ludzie mówli więc, że na wrocławskich ulicach leżały setki trupów, a zwłoki spalano w specjalnych krematoriach. Władza unikała jednak słowa „zaraza”, a sami mieszkańcy mówiąc o epidemii ospy używali określenia „Czarna Pani”.

W naprędce utworzonych izolatoriach na początku warunki bytowe były najczęściej dramatyczne. Brakowało podstawowych lekarstw, często nawet jedzenia. Wielu z izolowanych zachowywało się tak, jakby czekało na pewną śmierć. Niektórzy z nich postanowili więc używać ostatnich chwil życia. Do izolatorium w Praczach Odrzańskich trafił kierownik wrocławskiej wytwórni wina. Wkrótce potem na tyły izolatorium każdego wieczora za cichym przyzwoleniem milicjantów podjeżdżała ciężarówka z kilkoma skrzynkami taniego „wina”. Wśród izolowanych, co jakiś czas wybuchała panika – np. po tym, jak do jednego z izolatorium przywieziono wypożyczoną od wojska sporych rozmiarów parową komorę dezynfekcyjną. Wszyscy sądzili, że to spalarnia zwłok. Innym razem do izolatorium przyjechał transport trumien, potem okazało się, że przez pomyłkę. Ludzie zamknięci w izolatoriach żyli w paranoicznym strachu przed „Czarną Panią”. Nawet ślady po ukąszeniach komarów, które tego lata cięły okropnie, interpretowali jako symptomy choroby.


Wrocławscy lekarze w kombinezonach ochronnych
Źródło: Szczodre.net


Takie tablice witały przyjeżdżającyh do Wrocławia w lecie 1963 r.
Źródło: Szczodre.net

Tymczasem sytuacja w mieście powoli się stabilizowała. Efekty przynosił program szczepień przeciw czarnej ospie i ciężka, często wręcz heroiczna praca lekarzy i personelu medycznego niższego szczebla. Życie wracało do normy.

Tak relacjonowała wizytę w epidemicznym Wrocławiu dziennikarka „Przekroju” Ewa Kossak:
„Wysiadam na dworcu z pociągu ekspresowego. Świadectwo szczepienia mam w torebce. Dotąd nikomu nie pokazywałam, nikt się o nie nie pytał. Dopiero przy wyjeździe milicjant przy wyjściu na peron kontroluje świadectwa szczepień bez których z Wrocławia i województwa nie wypuszcza się nikogo.
W następnych dniach obowiązkiem posiadania świadectw szczepienia objęto także przyjeżdżających.
Dworzec pulsuje normalnym życiem. Tylko zapach jakiegoś środka odkażającego, który będzie mi potem towarzyszył przez cały czas pobytu.
- Przejezdna? - mówi kierowca taksówki. - Nie bała się pani? Podobno teraz wrocławiakom to się niektórzy nawet rękę podawać boją...
Trochę zmieszana mówię: - Ładne miasto.
- Pani, ja tu już mieszkam od czterdziestego siódmego. Na żadne inne bym się nie zamienił. A jak pięknie zabudowane. Mistera Wrocławia pani widziała? To tutaj: Dom Naukowca.
- A ospa? - pytam.
- Zaszczepieni jesteśmy - odpowiada - Jest, przejdzie. Niech się pani nie boi. Zaszczepiona, co?

Nie trudno trafić do gmachu Wydziału Zdrowia. Dziesiątki samochodów, sanitarek, ludzi w białych fartuchach, niektórzy z maskami na twarzy (ci, którzy przewożą chorych).
Na parterze dużej sali kilkanaście stołów, przy których ludzie szczepią się setkami. Klamki okręcone bandażami, nasyconymi środkami dezynfekcyjnymi. To już widziałam, tak jest we wszystkich wrocławskich gmachach publicznych i w wielu mieszkaniach prywatnych. Natomiast przy wejściu pierwszy raz zanurzam w miednicy ręce. Płyn pachnie ostro, szpitalnie. Chloramina - czytam napis na zbiorniku. Przez tych parę dni będę tak myła ręce w roztworze chloraminy nieustannie, po kilkanaście razy dziennie, przy wejściu do każdego urzędu, każdego gabinetu. Nawet przy wejściu do bardzo wielu prywatnych mieszkań stoją miednice z chloraminą, myje się nią klamki i progi.
(...)
Na ulicy upał i ruch. W tym dniu ogólna ilość chorych na ospę doszła do 94. Z Wrocławia 82 osoby, 12 z województwa. Ogółem przeszczepiono prawie 2 miliony ludzi. W izolatoriach ponad 900.
Izolatoria zaopatrywane są w pierwszej kolejności. Handel dostarcza napoje chłodzące, warzywa, owoce. Sypią się dary dla izolowanych: Diora posyła 8 aparatów radiowych i telewizor, w Pafawagu zrobiono składkę i kupiono dla izolatorium radio. Prezydium DRN - Fabryczna przekazało personelowi szpitalnemu w Praczach telewizor. Są i dary indywidualne: zabawki dla dzieci, książki.(..)
We Wrocławiu telefonistki z międzymiastowej pracują do 14 godzin na jednej zmianie. Jedna z dziewcząt bowiem zachorowała i całą 37-osobową zmianę trzeba było zawieźć do izolatorium.
Na końcowych przystankach tramwajowych konduktorzy zanurzają ręce w chloraminie. 7 sierpnia wiadomość, że 9 przypadków podejrzenia ospy po badaniu chemicznym zostały wyeliminowane. Niestety, jest też wiadomość o śmierci szóstej ofiary.
Pracownicy Energopomiaru złożyli w PCK książki, czasopisma, skrzynkę brzoskwiń, dżemy, cukierki i czekoladę dla izolowanych.
Poczta uruchomiła automat informujący o przebiegu walki z ospą. Kto nie miał okazji wysłuchać o 17.45 aktualnego komunikatu w radiu, może o 18.30 nakręcając numer 019 usłyszeć go przez telefon. Podłączyć się może 20 telefonów na raz.

- Tam we Wrocławiu musi być okropny nastrój - zdarzało mi się słyszeć, zanim tu przyjechałam. Niczego podobnego nie zauważyłam. Słyszę natomiast ciągle o przykładach ludzkiej ofiarności.
Kierowca, który jest na urlopie rezygnuje z niego i zgłasza się ochotniczo do najtrudniejszej pracy. Załoga miejskich pralni dobrowolnie zgłasza się do prania bielizny z izolatoriów, chociaż ludzie doskonale zdają sobie sprawę z tego, że przez bliżej w tej chwili nieokreślony czas, będą i oni musieli przebywać w odosobnieniu. Pod Wrocławiem sąsiedzi - chłopi wykonali wszystkie prace żniwne za rolnika, który padł ofiarą choroby. Salowa Sidor zgłasza się ochotniczo do pracy w szpitalu zakaźnym, dwoje małych dzieci pozostawia na opiece dalszej rodziny. Przekonana jestem, że są setki podobnych przykładów, o których nigdy się nie dowiemy.
Poza tym życie idzie swoim normalnym biegiem. Ludzie co wieczór podlewają wyschłe od żaru słońca kwiaty na balkonie, zakochani snują się po parkach, w kawiarniach pije się kawę, typuje liczby w toto-lotka, zakłada nowe książeczki PKO. A rano ludzie idą do codziennej pracy. Większość z nich mieszka tu od pierwszych dni powojennych. Kochają to miasto, nie zamieniliby go na żadne inne. I może właśnie dlatego tak chlubnie zdają egzamin ze zdyscyplinowania i rozwagi.”
Przekrój, nr 959 z dn. 25 sierpnia 1963 r.
Za: Staraprasa.pl

Alarm epidemiczny odwołano 19 września. Zachorowało 99 osób, zmarło siedem. Do izolatoriów trafiło 2,5 tys. osób. Przeciw czarnej ospie zaszczepiono 8 mln Polaków, z czego 2 mln na Dolnym Śląsku i 500 tys. we Wrocławiu. W 1971 r. o epidemii czarnej ospy we Wrocławiu powstał film „Zaraza” w reż. Romana Załuskiego.


Fragmenty filmu "Zaraza" Romana Załuskiego, ukazujące Wrocław z lat 70.
Źródło: Youtube.pl

Wrocławska epidemia czarnej ospy była ostatnią, jaka miała miejsce w Europie. Epidemia zakończyła się tak szybko, jak się zaczęła. Ale "Czarna Pani" nie dała o sobie zapomnieć jeszcze przez pewien czas. Przez kilka następnych lat bywało i tak, że wokół mieszkańców Wrocławia plażujących się nad Bałtykiem, powstawał szeroki pas wolnej przestrzeni...

W 1979 r. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła ostateczne zwycięstwo nad ospą prawdziwą. Obecnie próbki wirusa przechowywane są w dwóch instytutach naukowych na świecie - w Atlancie i w Moskwie. Mimo zaleceń WHO z lat 1993-1996 o zniszczeniu próbek wirusa, nadal są one utrzymywane. Niemal napewno prace badawcze nad wirusem prowadzą militarne laboratoria, pracujące nad zastosowaniem mutacji wirusa czarnej ospy jako broni bilogicznej. Niewykluczone, że próbki z wirusem ospy prawdziwej znajdują się również w prywatnych kolekcjach mikrobiologów. A to oznacza, że mimo ogłoszenia przez WHO ostatecznego końca historii ospy prawdziwej, niebezpieczeństwo nowych epidemii potencjalnie nadal istnieje. Zresztą nawet gdyby nie zagrażała nam już czarna ospa, to pamiętajmy, że niebezpiecznych wirusów jest naprawdę wiele. Z pewnścią istnieją również i takie, o których ludzkość nawet jeszcze nie ma pojęcia. Nie mówiąc już o jakichklowiek szczepionkach...

13:35, wroclawzwyboru
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 11 sierpnia 2008

Wrocław słynie z Panoramy Racławickiej, płótna z niezwykłą historią, wspaniałego dzieła Jana Styki i Wojciecha Kossaka oraz kilku innych artystów, którzych zazwyczaj pomija się pisząc o tym malowidle (są to: Ludwig Boller, Tadeusz Popiel, Zygmunt Rozwadowski, Teodor Axentowicz, Michał Sozański, Włodzimierz Tetmajer, Wincenty Wodzinowski). Panorama Racławicka to jednak nie jedyny batalistyczny obraz panoramiczny, jaki był eksponowany we Wrocławiu.

Aktualizacja: Panorama „Bitwy na Psim Polu” – CDN? (wpis z 8.11.2010 r. na blogu Wroclawzwyboru.pl)

W 1948 r. we Wrocławiu odbyła się pamiętna Wystawa Ziem Odzyskanych. Był to wielki propagandowy jarmark, na którym prezentowano dokonania władzy ludowej na terenach uzyskanych przez Polskę po zakończeniu II wojny światowej. Wystawę Ziem Odzyskanych w 100 dni odwiedziło 1,5 - 2 mln zwiedzających. Pamiątką po WZO jest np. Iglica, która znajduje się po dziś dzień przed Halą Stulecia (wtedy Halą Ludową).

Jedną z ekspozycji na Wystawie Ziem Odzyskanych był batalistyczny obraz – panorama „Bitwa na Psim Polu” autorstwa Karola Stobieckiego i Leona Rozpędowskiego. W tamtych czasach nikt nie podważał jeszcze, że bitwa z 1109 r. prawdopodobnie nie miała w ogóle miejsca, a dla celów propagandowych wydarzenie to nadawało się wprost idealnie. Przecież chodziło o zwycięstwo polskich wojsk księcia Bolesława III Krzywoustego nad wojskami niemieckiego króla Henryka V, w dodatku rzecz miała miejsce pod Wrocławiem. Panorama „Bitwa na Psim Polu” prezentowana była w pawilonie Towarzystwa Przyjaciół Żołnierza, w sektorze B. Ten niewielki drewniany pawilon znajdował się za Halą Ludową i po zakończeniu WZO, jak wiele innych obiektów wystawowych został rozebrany. W archiwum Polskiej Agencji Prasowej zachowały się jednak zdjęcia tego pawilonu i jest to jedyny ślad fotograficzny, dotyczący panoramy Stobieckiego i Rozpędowskiego, jaki udało mi się znaleźć. Nie znalazłem żadnej fotografii samej panoramy, nie wiem jaką wartość artystyczną przedstawiała.


Źródło: Archiwum PAP - Fotohistoria


Pawilon, w którym prezentowana była panorama "Bitwy na Psim Polu"
Źródło: Archiwum PAP - Fotohistoria

Co się stało z płótnem po zakończeniu WZO, tego nie wiem. Źródła milczą na ten temat. Być może do tej pory to zapomniane płótno leży w magazynach jakiegoś wrocławskiego muzeum? Być może zostało zniszczone? Albo jest w prywatnych rękach? Nie znam pytania na te odpowiedzi. Może ktoś z Was zna dalsze losy tej zapomnianej panoramy? Będę wdzięczny za informacje na ten temat - wroclawzwyboru@gazeta.pl

00:41, wroclawzwyboru
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 04 sierpnia 2008

Z Wrocławia nie da się uciec - do takich wniosków doszedłem po zakończonym urlopie. Opuściłem Wrocław ledwie na kilka dni, ale Wrocław mnie nie opuścił. Wrocław mnie śledził, ścigał, czasem zaglądał zza rogu, czaił sie, jakby chciał mi nieustannie przypominać o swoim istnieniu. I wiecie co, dobrze mi z tym było! A kiedy wróciłem do miasta, Wrocław przywitał mnie dziurami w jezdni, korkami, kurzem i spalinami, a w końcu... chlorowaną wodą. Zdałem sobie sprawę, że naprawdę za tym tęskniłem. Tam, gdzie byłem widziałem na nocnym niebie gwiazdy, których nigdy we Wrocławiu nie mógłem dostrzec. Woda w jeziorze była czysta i bez chloru. Powietrze pachniało sosnami. Czas płynął leniwie, jakby się nie liczył. Ale byłem tam na chwilę, wiedziałem, że wrócę. I wróciłem, choć Wrocław cały czas był ze mną.

A tak Wrocław chodził za mną krok w krok:


Jezioro Sławskie - tu dostrzegłem, że Wrocław ma swoją Frajdę, albo Frajda ma Wrocław...


Sława - niewielkie miasteczko na pograniczu Dolnego Śląska i Wielkopolski ma swoją Aleję Gwiazd Bluesa. Sponsorem poniższej "gwiazdy" jest OW Wratislavia z Radzynia nad Jeziorem Sławskim


W miejscowości Obra znajduje się dawny klasztor Cystersów, w którym obecnie funkcjonuje Wyższe Seminarium Duchowne Misjonarzy Oblatów. Jednym ze zbiorów seminaryjnej biblioteki jest powyższy starodruk - Kalendarz - Kronika Śląska i Wrocławia z 1612 r. Bibliotekarzem jest kleryk Rafał, któremu chciałem podziękować za oprowadzenie po terenie klasztoru


W ekspozycji bibliotecznej w klasztorze w Obrze znaleźć można jeszcze jeden starodruk związany z Wrocławiem. Jest to Rytuał Wrocławski wydany w 1841 r. w Ratyzbonie. Każdą z modlitw zapisano w nim w trzech językach - po łacinie, po niemiecku i po polsku


Jedyną na świecie parawozownią, której parowozy obsługują ruch planowy pociągów jest Parowozownia w Wolsztynie. W tym arcyciekawym miejscu, które zainteresuje nie tylko miłośników kolei, znajdują się również parowozy z Wrocławia. Jednym z nich jest Ok1-322, wyprodukowany w zakładach Linke Hoffman Werke (nr fabryczny 2269, rok produkcji 1921).


W Wolsztynie w salce z eksponatami znajduje się ciekawa reprodukcja. Wg przewodnika to "jakaś stacja w Breslau". Jaka? Tego jeszcze nie wiem.

19:19, wroclawzwyboru
Link Komentarze (4) »
    Czytam i polecam: