czyli o Wrocławiu z innej strony
RSS
wtorek, 20 września 2005
Jest to jeden z najciekawszych cmentarzy wojennych we Wrocławiu. Kiedy pierwszy raz odwiedziłem to miejsce byłem nieźle zdziwiony. Jak to? Żołnierze włoscy we Wrocławiu? Co oni tu robili? Dopiero później znalazłem informację, że cmentarz powstał po zakończeniu I wojny światowej, a spoczywający w tym miejscu żołnierze to włoscy jeńcy, którzy dostali się do niewoli niemieckiej po bitwie pod Caporetto w 1917 r.


Jeńcy włoscy po bitwie pod Caporetto

Spora część włoskich jeńców trafiła na Dolny Śląsk, w tym do Wrocławia, gdzie mieli budować m.in. kanał żeglugowy na Odrze. Trudne warunki pracy i niedożywienie sprawiło, że wielu z nich już nigdy nie wróciło do swojej słonecznej Italii.

Cmentarz założono 5 lat po wojnie, w 1923 r., na wydzielonym skrawku Cmentarza Grabiszyńskiego, przy ul. Grabiszyńskiej. Dziś ta część cmentarza niczym już nie przypomina dawnej nekropolii. Oficjalnie jest Parkiem Grabiszyńskim, ale gdzieniegdzie można spotkać jeszcze fragmenty starego cmentarza (ale o tym może napisze innym razem...). Do 1928 r. w to miejsce przeniesiono prochy 1016 żołnierzy i oficerów włoskich z 71 cmentarzy z terenu Dolnego Śląska i Saksonii. W centralnym miejscu cmentarza wzniesiono monument z napisem w języku włoskim: "Pokój. Italia swoim synom poległym na wojnie światowej 1915-1918". Pomnik wykonano według projektu włoskiego architekta Angello Regrettiego. Żółnierzy pochowano w osobnych mogiłach, a kamień na nagrobki sprowadzono z miejscowości Pietra del Corso we Włoszech. Co ciekawe również roślinność dobrano tak, aby ten fragment wrocławskiej ziemi przypominał Włochy... W ten sposób powstała we Wrocławia taka mała "włoska enklawa".



Cmentarz żołnierzy włoskich wraz z pobliskim wzgórzem, na którym znajduje się Cmentarz Żołnierzy Polskich, stanowi ciekawy i całkiem urokliwy zakątek Wrocławia (choć słowo "urokliwy" trochę dziwnie komponuje się ze słowem "cmentarz"). Niemniej z punktu widzenie historycznego jest to miejsce ciekawe, skłaniające do głębokiej refleksji... Warto się tu wybrać i zastanowić nad sensem prowadzenia wojen...

12:43, wroclawzwyboru
Link Komentarze (6) »
piątek, 16 września 2005
Nie trzeba jechać do Japonii, aby przez chwilę poczuć się jak w Kraju Wschodzącego Słońca, wystarczy odwiedzić Ogród Japoński we Wrocławiu. Jest to miejsce naprawdę niepowtarzalne, oaza ciszy i spokoju, żywy fragment japońskiej kultury, o ile mi wiadomo jedyne takie miejsce w Polsce, jeśli nie w tej części Europy...


Wrocławski Ogród Japoński w pełnej krasie
Fot: Arkadiusz Adamski - Podróże Arka Adamskiego

Historia wrocławskiego Ogrodu Japońskiego sięga początków XX w., a konkretnie roku 1913, kiedy to z inicjatywy hrabiego Fritza von Hochberga postanowiono upodobnić ten skrawek Parku Szczytnickiego do japońskich ogrodów. Hrabia był wielkim entuzjastą Japonii i tamtejszej kultury, do tego był osobą całkiem majętną. Połączenie tych cech sprawiło, że z wielkim zapałem i całkiem profesjonalnie zabrał się do rzeczy. Do Wrocławia sprowadził nawet japońskiego ogrodnika Mankichi Arai, który dopilnował, aby wszystko było w tym miejscu takie, jak być powinno. Ogród stał się ozdobą Wystawy Światowej, która w 1913 r. odbywała się we Wrocławiu, lecz po zakończeniu ekspozycji ogród zlikwidowano ze względu na tymczasową konstrukcję większości budowli. Zachowano co prawda alejki i część stawu, ale ogród zaczął stopniowo tracić swój charakter. W ten sposób Wrocław „zapomniał” na niemal 80 lat o miejscu, które przedwojennym mieszkańcom miasta przypominało choć trochę Japonię. Z biegiem lat została po nim tylko nazwa.

„Nowożytna” historia Ogrodu Japońskiego we wrocławskim Parku Szczytnickim zaczęła się w 1994 r. Ówczesne władze Wrocławia postanowiły przywrócić temu miejscu dawny czar. Po pomoc zwrócono się m.in. do Ambasady Japonii w Warszawie, sprawą zainteresował się sam ambasador Japoni w Polsce Nagao Hyodo. Prace ruszyły w 1996 r. Japońscy specjaliści, ogrodnicy, architekci aranżacji kamiennych i ogrodowych z japońskiego miasta Nagoya przybyli do Wrocławia i pod ich okiem prowadzono prace. Dzięki ich wysiłkowi każdy kamień w Ogrodzie Japońskim, każdy jego element, ma swoje znaczenie i na pewno nie znalazł się tam przez przypadek, co dla Europejczyka nie zawsze jest dostrzegalne. Niestety dwa miesiące po uroczystym otwarciu słynna Powódź Tysiąclecia nawiedziła Wrocław i przez trzy tygodnie ogród znalazł się pod wodą. Po jej ustąpieniu okazało się, że ponad 70% roślinności, często rzadkich okazów, sprowadzanych z Japonii, wymaga wymiany. Japońscy specjaliści ponownie rozpoczęli swoje prace i ogród otwarto dla zwiedzających w październiku 1999 r. Tyle historii.


Jedna z kamiennych latarń
Fot: Arkadiusz Adamski - Podróże Arka Adamskiego

Kilka uwag z mojej „wizji lokalnej”: Ogród Japoński jest naprawdę urokliwy. Kiedy byłem w nim pierwszy raz naprawdę byłem zachwycony magią tego miejsca (zachwyt towarzyszy mi podczas każdej wizyty, ale za pierwszym razem był największy). Wędrując alejkami Ogrodu Japońskiego można się poczuć jakbyśmy się przenieśli w zupełnie inne miejsce, do zielonej, malowniczej Japonii. To wrażenie jest niesamowite! Zresztą najlepiej świadczą o tym sami Japończycy, których coraz więcej mieszka we Wrocławiu z uwagi na różne inwestycje japońskie w tym mieście... Oni przychodzą tu i po prostu czują się jak w domu! Jeśli znamy jakiegoś japonistę, warto z nim się tu wybrać, aby objaśnił nam tą całą symbolikę, która jest tu wszechobecna. Brama wejściowa, kamienne latarnie i mostki pozwalające przejść nad szemrzącym strumieniem, herbaciarnie, altana wypoczynkowa, dwie kaskady – „męska” i „żeńska” – to wszystko ma swoje znaczenie i nie jest przypadkowe.


Zadaszony pawilon na środku stawu
Fot: Arkadiusz Adamski - Podróże Arka Adamskiego

Z ciekawostek: to znakomite miejsce na randkę (sam sprawdziłem), w stawie pływają gigantyczne karpie, które najlepiej widać z zadaszonego pawilonu na środku stawu, do którego prowadzi szeroki most. W soboty i niedzielę Ogród Japoński jest oblegany przez nowożeńców, którzy wybierają to urokliwe miejsce, aby uwiecznić tu swoje szczęście na pamiątkowych fotografiach. Ale w tygodniu jest tu całkiem cicho. Szczególnie wtedy polecam odwiedzić ogród. Ostatnio doliczono się tu 26 gatunków roślin sptykanych tylko w Japoni i 28 gatunków występującyh na obszarze Japoni i Azji Wschodniej.


Dodam jeszcze tylko, że ogród czynny jest codziennie od 1 kwietnia do 31 października w godz. od 9.00 do 19.00, ceny biletów: 1,5 zł (ulgowy) i 3 zł (normalny). Ogród zlokalizowany jest w Parku Szczytnickim, przy ul. Mickiewicza. Można do niego również trafić schodząc z pergoli obok Hali Ludowej.

15:39, wroclawzwyboru
Link Komentarze (2) »
środa, 07 września 2005

Najwęższym wrocławskim mostem, bo liczącym jedynie 5,5 m szerokości, jest Most Bartoszowicki. Ta pięknie wyremontowana po powodzi 1997 r. budowla jest dość mało znana wrocławianom. Most położony jest na zachodnim krańcu Biskupina na stopniu wodnym Bartoszowice, dzięki czemu ciągle można usłyszać tu szum wody... Dodaje to temu miejscu dodatkowego uroku.



Most Bartoszowicki za dnia...

Most Batoszowicki liczy 100 m długości, jest konstrukcji stalowej, konstrukcję wsparto na betonowych przyczółkach. Powstał w latach 1913 -1917, kiedy we Wrocławiu budowano kanał powodziowy i żeglugowy. Zresztą z mostu można w kilka sekund dotrzeć do śluzy, a przy odrobinie szczęścia można trafić na wpływającą w śluzę barkę... Widok jest doprawdy interesujący!


...i po zmroku

Kiedyś umówiłem się na tym moście z dziewczyną. Czekałem na nią i czekałem... I zacząłem oglądać most z każdej strony. Kiedy dziewczyna się zjawiła (wcale się nie spóźniła, po prostu ja byłem wcześniej) byłem zachwycony mostem, niemal tak samo jak nią... Jest bowiem w Moście Bartoszowickim coś magnetycznego, coś co przyciąga uwagę, spojrzenia przechodniów. Most najładniej wygląda chyba po zmierzchu, subtelne podświetlenie nadaje mu jakiegoś romantycznego charakteru. Zresztą... sprawdźcie sami!

20:42, wroclawzwyboru
Link Komentarze (2) »
czwartek, 01 września 2005
We Wrocławiu nie brak miejsc owianych aurą tajemnicy, którą niemal wyczuwa się w powietrzu. To miejsca, które przyciągają uwagę swoją historią, nie do końca wyjaśnioym przeznaczeniem, zagadkami, czy interesującą przeszłością... Myślę, że jednym z takich miejsc jest Las Osobowicki, miejsce niezwykle ciekawe, urokliwe, doskonałe do spacerów i przejażdżek na rowerze...

Sam Las Osobowicki to całkiem spory kompleks o charakterze leśno-parkowym (ok. 140 ha), choć raczej bliżej mu do lasu niż do parku. Jest to zresztą pozostałość po większych kompleksach leśnych, które niegdyś otaczały Wrocław. Dodatkowo bliskie sąsiedztwo Odry, łatwej w tym miejscu do pokonania, sprawiło, że w tych okolicach bardzo wcześnie zaczęli się osiedlać ludzie. Ślady tych osad można z łatwością odnaleźć właśnie w Lesie Osobowickim. Istnieją tu dwa grodziska pochodzące z górą sprzed 2,5 tys. lat. Pierwsze z nich zlokalizowano w 1919 r. na Kaplicznym Wzgórzu (znanym też jako Święte Wzgórze). Drugie grodzisko, odkryte wcześniej - w 1859 r. - znajduje się na na drugim skraju osobowickiego kompleksu leśnego - w rejonie wzgórza znanego jako Szwedzki Szaniec. Więcej informacji o obu grodziskach można znaleźć w tym miejscu.

Oba wzgórza są niezwykle ciekawe nie tylko ze względu na pradawne osady, ale także na nieco bliższą przeszłość... I tak na Wzgórzu Kaplicznym znajduje się kaplica z figurą Matki Boskiej Osobowickiej, za kaplicą usytuowano zaś interesującą Drogę Krzyżową. Kaplica została wzniesiona wg projektu Karla Ferdinanda Langhansa w 1824 r. Miejsce ma sobie wiele uroku i warto je odwiedzić.

Z kolei ze Szwedzkim Szańcem wiąże się z historią obiektu, który nie przetwał niestety pożogi II wojny światowej. Chodzi o Wieżę Widokową Cesarza Wilhelma (Kaiser-Wilhelm-Gedächtnis-Turm), którą wzniesiono w 1902 r. wg projektu architekta Carla Klimma (tego samego, który zaprojektował m.in. wieżę ciśnień przy ul. Wiśniowej - podobieństwo obu obiektów łatwo zauważyć). Wysokość wieży wynosiła 47 metrów. Na jej szczyt prowadziły dwie oddzielne klatki schodowe, które łączyły się na wysokości 26 metrów.

A wieża wyglądała tak:



Oto jej plan:



Z wieży roztaczał się przepięny widok na cały Wrocław.



I ten widok okazał się przekleństwem tego obiektu... W 1945 r., kiedy wojska radzieckie zbliżały się do Wrocławia, dowództwo Festung Breslau wydało rozkaz wysadzenia wieży w powietrze. Obawiano się, że w przypadku zdobycia wieży Armia Czerowna zyska znakomite miejsce do kierowania ogniem artyleryjskim.

Z pięknej wieży pozostała teraz tylko kupa gruzu. Jej resztki, rozrzucone wokół wzgórza można wciąż z łatwością odnaleźć na Szwedzkim Szańcu. Śmiem twierdzić, że gdyby wieża przetrwała II wojnę światową Las Osobowicki byłby obecnie bardziej znanym wrocławianom miejscem wypoczynku. Bo dla widoku, który z niej się roztaczał się warto byłoby tu przyjechać nawet z drugiego końca miasta...

Niedaleko Szwedzkiego Szańca, w miejscu, w którym droga skręca w kierunku Rędzina, znajduja się też inne ruiny: potężne, grube ściany żelbetowej konstrukcji są rozrzucone bezładnie w promieniu kilkudziesięciu metrów. To pozostałości po schronie piechoty, wybudowanym w latach 1890-91. Do końca nie wiadomo, w jaki sposób schron, który służył podobno również niemieckim obrońcom Festung Breslau został zniszczony. Istnieją co najmniej trzy hipotezy: pierwsza - mógł zostać zniszczony w czasie walk (mało prawdopodobne biorąc pod uwagę skalę zniszczęń - musiałby zostac trafiony precyzyjnie pociskiem bardzo dużego kalibru), druga - eksplodowała w nim amunicja (dość prawdopodbne, takim celom mógł służyć obrońcom twierdzy Wrocław), trzecia - zniszczyli go Rosjanie, wcześniej gromadząc w nim niemiecką amunicję (ta wersja jest również dość prawdopodbna). W każdym razie siła eksplozji musiała być ogromna, co widać na zdjęciu:



W okolicach Szwedzkiego Szańca można odnaleźć jeszcze więcej ruin. W latach największej świetności Lasu Osobowickiego w XIX w., kiedy wrocławski wydawca Johan Gotlieb Korn postanowił uczynic z lasu miejsce wypoczynku dla wrocławian, funkcjonowały w tym rejonie dwie restauracje. Jedna znajdowała się dokładnie w tym miejscu, gdzie dzisiejszy parking (po prawej stronie wzgórza Szwedzki Szaniec i drogi na Rędzin), druga nieco bliżej wspomnianego zakrętu, nieco głębiej w lesie. Obecnie łatwiej znaleźć ruiny drugiej restauracji, teren po pierwszej został dokładnie wyrównany, a powstały plac wykorzystano jako parking.

Jakby tych ruin było mało, spacerując po alejkach Lasu Osobowickiego można trafić np. na pozostałości takiej bramy:



To wjazd do dawnych koszar wojskowych, które usytuowano w centralnym punkcie lasu. Wciąż można jeszcze odnaleźć np. pozostałości po koszarowej strzelnicy, basen przeciwpożarowy, resztki wielu budynków... To popularne miejsce "poszukiwaczy skarbów", którzy z upodobaniem poszukują pamiątek po tamtym okresie z wykrywaczem metali w ręku. A charakterystyczne dziury w ziemi, na które można się natknąć tam co parę metrów, świadczą o tym, że jednak coś znajdują...

Z innych ciekawostek: to właśnie w rejonie Lasu Osobowickiego ukryto pomnik Fryderyka II Wielkiego przedstawiający króla siedzącego na koniu. Pomnik znajdował się na wrocławskim rynku i w 1945 r. władze Festung Breslau postanowiły go ukryć, aby uchować zabytek od zniszczeń. Taki los spotkał jeszcze parę innych wrocławskich pomników - wywożono je za miasto i zakopywano. Pomnik Fryderyka ukryto właśnie w tym rejonie, a dokładniej mówiąc - zakopano go w pobliskim...
wale przeciwpowodziowym.



Po zdobyciu Wrocławia pomnik został odnaleziony i wysadzony w powietrze a następnie przetopiony. Przypuszczalne miejsce w wale przeciwpowodziowym, w którym został zakopany można odnaleźć nawet dziś.

Z wielką przyjemnością wracam do Lasu Osobowickiego, w którym można naprawdę wypocząć od zgiełku i hałasu miasta. Generalnie jest to miejsce całkiem ciche i spokojne (no może oprócz słonecznych weekendów, kiedy las staje sie miejscem piknikowych wypadów nie tylko dla osobowiczan - ale nawet wówczas łatwiej niż w innych wrocławskich parkch można znaleźć tu odludny zakątek...). To miejsce ma w sobie coś... Warto to odkryć!

-----------------------
Zdjęcia pochodzą ze świetnej strony Wroclaw.Dolny.Slask.pl. Polecam ją wszytkim miłośnikom zagmatwanych losów Wrocławia!

21:50, wroclawzwyboru
Link Komentarze (11) »
    Czytam i polecam: