Wpisy z tagiem: Breslau
poniedziałek, 03 października 2011
Dziś na wrocławskim Rynku 13 chórów akademickich odśpiewa
„Gaudeamus igitur”. To już tradycja, która rozpoczyna rok akademicki we
Wrocławiu. Ale kto wie, że światowa kariera „Gaudeamusa” zaczęła się we
Wrocławiu?
Przeczytaj cały wpis na Wroclawzwyboru.pl >>
wtorek, 12 lipca 2011
Był geniuszem, to nie ulega wątpliwości. Przyjaźnił się z Einsteinem, korespondował z Leninem, w swoim domu gościł takie persony, jak Edison czy Marconi. Lista jego patentów jest imponująca – liczy ponad 200 pozycji. Nie ma jednak o nim wzmianki w „Encyklopedii Wrocławia” czy „Mikrokosmosie”. Polska edycja Wikipedii również milczy na jego temat. We Wrocławiu nie znajdziemy ulicy jego imienia, ani nawet pamiątkowej tablicy. Choć z jego patentów korzystamy na co dzień, 99 proc. wrocławian nie wie o jego istnieniu. Świat zna go pod nazwiskiem Charles Proteus Steinmetz. Urodził się we Wrocławiu 9 kwietnia 1865 r. jako Karl August Rudolf Steinmetz. ![]() Przeczytaj cały wpis na Wroclawzwyboru.pl >>
czwartek, 05 maja 2011
6 maja 1945 r. na jednym z frontowych odcinków Festung Breslau
niemieccy i radzieccy żołnierze opuścili swoje pozycje, odłożyli na bok
broń i… rozegrali krótki mecz piłkarski. Potem wrócili na swoje
stanowiska. Twierdza skapitulowała wieczorem. Nie wiemy, jakim wynikiem
zakończyła się ta rozgrywka piłkarska, ale wiemy, że kilka godzin
wcześniej Breslau opuścił gauleiter Dolnego Śląska, Reichsführer SS,
szef niemieckiej policji, wówczas jeden z najważniejszych dostojników
chylącej się w posadach III Rzeszy – Karl Hanke. Zadziwiające, że 66 lat
po tych wydarzeniach nadal naprawdę niewiele wiadomo o tej ucieczce
„kata Wrocławia”. ![]() Przeczytaj cały wpis na Wroclawzwyboru.pl >>
poniedziałek, 04 kwietnia 2011
Ta historia jest zapewne znana miłośnikom komunikacji miejskiej i
znawcom historii Wrocławia, ale warto ją przypomnieć. We Wrocławiu
działała kiedyś linia trolejbusowa. Mało tego, była to pierwsza linia
trolejbusowa na ziemiach dzisiejszej Polski i pierwsza w Europie
Wschodniej. Kursowała ledwie przez rok (może dwa), za to nazywała się
bardzo oryginalnie: Bezszynowa Kolej Brochowska.
Przeczytaj cały wpis na Wroclawzwyboru.pl >>
niedziela, 20 marca 2011
Dziś trudno szukać śladów przypominających o istnieniu tego
miejsca. A było to jedno z najpiękniejszych założeń tego typu na terenie
ówczesnych Prus, pewnie najpiękniejsze we Wrocławiu. Jedno zachowane
zdjęcie, projekty architektoniczne – to wszystko, co pozostało po Willi
Eichborna. Warto przypomnieć jej dzieje. ![]() Przeczytaj cały wpis na Wroclawzwyboru.pl >>
sobota, 26 lutego 2011
Nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego dosłownie „na dniach” ukazała się książka „Sport w Breslau”. Nie, to nie jest kolejny tom przygód Eberharda Mocka. Ale emocji tu nie brakuje, a i czyta się książkę z wypiekami na twarzy i naprawdę trudno się od niej oderwać. Do tego jest to książka, której autorem jest wrocławski bloger – Sławomir Szymański. Powiedzieć, że „Sport w Breslau” to opowieść o… sporcie w przedwojennym Wrocławiu, byłoby uproszczeniem. To napisana żywym językiem i z wielką sprawnością opowieść o sportowych rywalizacjach, którymi niegdyś żyło nasze miasto. O momentach sukcesu i gorzkich chwilach porażki. O drobnych i większych skandalach i roli sportu w życiu miasta i jego mieszkańców. A w końcu o codzienności, która po latach staje się fascynująca.
wtorek, 11 stycznia 2011
Na płycie nagrobnej Edmunda Halleya w Greenwich wyryto napis: „Książę astronomów swoich czasów”. To Halley odkrył ruchy własne gwiazd i obliczył, że pewna kometa pojawia się na niebie mniej więcej co 76 lat. Kometę tę nazwano później „Kometą Halleya” (oficjalnie 1P/Halley). „Książęcy” tytuł na nagrobku jest więc całkowicie uzasadniony. O ile o komecie Halleya słyszał prawie każdy, o tyle o matematycznych odkryciach Edmunda Halleya, pamięta zapewne wąskie grono naukowców oraz być może… specjaliści od oceny ryzyka w towarzystwach ubezpieczeniowych. Bo to właśnie Halley stworzył podwaliny dla matematyki aktuarialnej (ubezpieczeniowej) – działu matematyki stosowanej koncentrującej się na zastosowaniu w dziedzinie ubezpieczeń, a obejmującej takie zagadnienia, jak rachunek prawdopodobieństwa, statystykę, metody numeryczne. Ale co Edmund Halley ma wspólnego z Wrocławiem? Przeczytaj cały wpis na Wroclawzwyboru.pl >>
sobota, 23 października 2010
Historia pomnika zwanego „Kurkiem wrocławskim” jest zagmatwana i pełna legend. Najsmutniejszy jest jednak fakt, że pomnik nie zachował się do naszych czasów, choć w jakich okolicznościach zniknął Kurek, nie jest do końca jasne. Pozostaje mieć nadzieję, że kiedyś władze miasta lub mieszkańcy przypomną sobie o tym pomniku i zapadnie decyzja o jego odtworzeniu. Ale od początku…
sobota, 10 lipca 2010
Stare powiedzenie głosi, że reklama jest dźwignią handlu. Z biegiem czasu zmieniają się tylko nośniki, niekiedy dochodzą nowe, ale w gruncie rzeczy wszystko sprowadza się go tego, że aby coś sprzedać, to należy "krzyczeć". Przekopałem zasoby bibliotek cyfrowych i chciałem pokazać Wam co ciekawsze komunikaty reklamowe publikowane w breslauerskich dziennikach i innych periodykach. Okazuje się, że po latach najbardziej banalna reklama prasowa, staje się interesującym dokumentem historycznym, ukazującym "codzienność" w Breslau. Choć stare reklamy dziś już nic nie sprzedadzą, to nadal przekazują cenne komunikaty. Dowiadujemy się z nich bowiem, co kupowali dawni wrocławianie, co było modne i kiedy... Można je analizować pod kątem typograficznym czy symbolicznym... Zobaczmy zatem, jak "krzyczały" reklamy we wrocławskich gazetach przed wojną: ![]() Reklama hurtowni cygar i papierosów, która mieściła się na rogu ul. Henryka Brodatego i Rydygiera. Źródło: Breslauer Beamten-Zeitung, wyd. z 1.09.1905 r. ![]() Meble, lustra, obrazy można było zapakować i wysłać do Wiednia w firmie R. Scheunerta, która działała na ul. Powstańców Śląskich 41. Źródło: Breslauer Beamten-Zeitung, wyd. z 1.09.1905 r. ![]() "Niezrównany wybór klatek dla ptaków". "Dobrze mówiące papugi". Tak reklamował się sklep zoologiczny A. Davida na ul. Oławskiej, mieszący się vis-a-vis placu Św. Krzysztofa. Źródło: Breslauer Beamten-Zeitung, wyd. z 1.09.1905 r. ![]() W 1907 r. św. Mikołaj w cygara zaopatrywał się w znanej nam już z reklamy powyżej hurtowni cygar i papierosów Roberta Froelicha. Źródło: Breslauer Beamten-Zeitung, wyd. z 1.12.1907 r. ![]() Przed Świętami Bożego Narodzenia najlepsze kawy, wina i likiery należało kupić w kawiarni i palarni kawy Otto Stieblera. Dziś w tym miejscu znajduje się Mediateka. Uwagę przyciągają ciekawe stroje z epoki i secesyjna oprawa graficzna reklamy. Źródło: Breslauer Beamten-Zeitung, wyd. z 1.12.1907 r. ![]() Reklama "czystego śląskiego miodu pszczelego", który można było kupić u Otto Stieblera. Źródło: Breslauer Beamten-Zeitung, wyd. z 6.09.1910 r. ![]() Reklama zakładu produkującego walizki i torby Alfreda Hoffmanna, który działał przy ul. Zielińskiego. "Duży wybór toreb damskich, portmonetek, toreb na listy, cygara i na zakupy". Źródło: Breslauer Beamten-Zeitung, wyd. z 1.08.1912 r. ![]() Reklama "Grobowców żelbetowych". Takie grobowce są "wodoszczelne i niezniszczalne" - zachwalał producent. Zamówienie można było złożyć w placówce firmy przy ul. Szewskiej 57. Źródło: Breslauer Adressbuch, 1915 r. ![]() Na tańce czy koncert dawni wrocławianie chodzili do Domu Koncertowego Krokera, który działał przy ul. Na Grobli. Źródło: Schlesische Angestellten-Rundschau, wyd. z 1.10.1921 r. ![]() "Dobrze dobrane okulary" w Breslau można było nabyć u "dyplomowanego okulisty" Roberta Schwarzera przy ul. Piotra Skargi 6. Źródło: Schlesische Angestellten-Rundschau, wyd. z 1.03.1927 r. ![]() Tak wyglądała typowa dla tamtych czasów strona reklamowa w gazecie wydawanej w Breslau. Źródło: Schlesische Rundschau, wyd. z 1.09.1928 r. ![]() "Zimowe płaszcze elegancko wykonane już od 14,75 marek" można było nabyć u Oskara Dehmela, którego sklep działał na pl. Nowy Targ 45. Czy tam ubierał się Eberhard Mock? Źródło: Schlesische Rundschau, wyd. z 1.12.1931 r. ![]() Metalowe i drewniane łóżka, materace, wózki dla dzieci i inne akcesoria do domu oferował "Salon Łóżek" E. Beckera, mieszczący się przy ul Kotlarskiej 4. Źródło: Breslauer Adressbuch, 1935 r. ![]() Reklama Kurta Budzinskiego "architekta ogrodów" o polskim nazwisku, dziś nazwalibyśmy go architektem krajobrazu. Firma działa na ul. Wyścigowej 34. Źródło: Breslauer Adressbuch, 1935 r. Jeśli temat zainteresuje czytelników blogu, to poszukam innych ciekawych reklam z czasów Breslau. /Paweł Andrzejczuk/
niedziela, 04 kwietnia 2010
Niedziela Wielkanocna w 1945 r. przypadła na 1 kwietnia. Ironią losu najważniejsze święto chrześcijańskie wypadło w dniu, w którym wszyscy robią sobie żarty. Ale w Festung Breslau z pewnością nikomu nie było wtedy do śmiechu, ciężko było też w skupieniu przeżywać Niedzielę Wielkanocną, upamiętniającą Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Modlono się jednak gorliwie. O przeżycie w tym piekle. ![]() Wypalone kamienice w Festung Breslau, fot. Henryk Makarewicz Źródło: Wroclaw.Hydral.com.pl Miasto zamienione w twierdzę broniło się już prawie 2 miesiące. Breslau był systematycznie niszczony przez samych „obrońców”, jak i nacierające oddziały Armii Czerwonej. W tym dumnym i pięknym niegdyś mieście z każdym dniem rosła liczba ruin i ofiar. Ci, którzy nie zostali zmuszeni do ucieczki w siarczystym mrozie parę tygodni przed rozpoczęciem oblężenia, znaleźli się w pułapce, w której piwnice zamienione na prowizoryczne schrony przeciwlotnicze dawały złudne poczucie bezpieczeństwa, a chwila zwątpienia w ideały narodowego socjalizmu, nieomylność fuehrera, czy w sens dalszej obrony, kosztowała życie. Aparat bezpieczeństwa w Festung Breslau funkcjonował wręcz wzorcowo, więzienie na Kletschkau strasse (Kleczkowska) wypełnione było po brzegi, a gilotynę ostrzono częściej niż kiedykolwiek wcześniej. Defetystów wieszano też na latarniach, a zwłoki zostawiano na widok publiczny. Ku przestrodze. To był tragiczny czas w dziejach miasta, czas niewyobrażalnych zniszczeń i wielu śmierci. Ale najgorsze dopiero nadciągało. 1 kwietnia 1945 r. o godz. 8.30 zaczęło się największe bombardowanie w czasie Festung Breslau. 750 samolotów zrzucało bomby na Wrocław, nieprzerwanie do godz. 17. Jednocześnie zaatakowała radziecka ciężka artyleria. Bombardowano Śródmieście, Wyspę Piaskową, wtedy w wielką ruinę zamieniła się zabudowa placu Nowy Targ. Oddajmy głos naocznym świadkom wydarzeń, które miały miejsce w Święta Wielkanocne Roku Pańskiego 1945. Ks. Paul Peikert ("Kronika dni oblężenia", Ossolineum, 1984): „O godz. 8.30 miała odbyć się uroczysta suma. Mszę św. trzeba było odprawić w schronie posesji Klosterstrasse 36 (Traugutta). Piwnica była przepełniona. Ponad 300 osób zapełniło różne pomieszczenia tej piwnicy. Żołnierze byli w tym pomieszczeniu, w którym ustawiono ołtarz. Wkrótce po rozpoczęciu tej mszy 750 bombowców rozpoczęło ciężkie naloty na nasze miasto. Stąd też nie mogłem celebrować sumy, lecz tylko cichą mszę św.; nawet wygłoszenie kazania stało się niemożliwe, gdyż podczas mszy świętej spadło pięć dwudziestocentarowych bomb w najbliższym sąsiedztwie piwnicy, co tak wstrząsnęło całym budynkiem, ze ściany się ugięły, a nam się już zdawało, że się nad nami dom wali. Za każdym razem przewracały się lichtarze na zaimprowizowanym ołtarzu, ludzie podrywali się ze swych miejsc, za każdym razem sądziliśmy, że przyszła nasza ostatnia chwila. Pierwsza bomba spadła na Zakład Św. Agnieszki, druga w oddalony o 8 m od naszej piwnicy masowy grób, w którym pogrzebałem w ubiegłym tygodniu 10 osób zabitych przez bombę. Z dziesięciu zmarłych ośmiu wraz z trumnami zostało startych w proch. Olbrzymi lej znaczył to miejsce, a z sąsiednich grobów wydarto ciała, które leżały zupełnie obnażone. Trzecia bomba zburzyła dom sąsiadujący z naszą posesją Garvestrasse 29, grzebiąc w nim ośmiu zabitych, których po dzień dzisiejszy nie można było wydobyć. Czwarta bomba spadła do ogrodu parafialnego i wyrwała lej średnicy 20 m i 7 m do 8 m głęboki, tak że w plebani zostały wydarte wszystkie okna i drzwi, szafy zdemolowane, książki bezładnie rozrzucone, a ze ścian wszystkie obrazy. Piąta bomba zburzyła posesję sąsiadującą z Zakładem Św. Agnieszki przy Klosterstrasse. To wszystko stało się w ciągu krótkiej pół godziny. (…) Nieustannie fala za falą ciągnęły się nieprzyjacielskie samoloty nad naszym miastem i zrzucały swój śmiercionośny ładunek. Jeden po drugim trafiane domy waliły się w gruzy. (…) W schronie ciągle gasło światło i wszędzie zapadała ciemność, gdy wybuchały nieprzyjacielskie bomby i wzbijały tumany pyłu i prochu, tak że wokół nas było całkiem czarno. Przy tym wygięły się ściany piwnicy i myśleliśmy, że ugodziło w samą plebanię, która się wkrótce na nas zawali. Po kilku minutach opadły tumany pyłu i stwierdziliśmy, ze bomby trafiły w sąsiednią nieruchomość. Tak trwało całą Wielką Niedzielę do godz. 17 po południu. Nie można było zjeść święconego. Pościliśmy przy tym wielkim święcie, bo odeszła nam wielka ochota do jedzenia. (…) Rezultatem bombardowania w Wielką Niedzielę było straszne spustoszenie naszego miasta.” Hugo Hartung ("Gdy niebo zstąpiło pod ziemię", Via Nova, 2008): „Jednak spokojne święta zostały zniesione z tego świata. Może najpierw była to tylko jedna bateria, na którą nie zwrócono uwagi. Wkrótce było ich więcej, a później bardzo dużo. Teraz bębni. Wystrzały bębnią lepiej od bębnów. Katiusze dudnią potężniej niż organy kościelne. (…) W mieście Breslau rozpoczynają się święta Wielkiej Nocy ’45. Wielkanoc, jakiej to prastare miasto w swojej burzliwej historii nigdy nie przeżyło i nie przeżyje, ponieważ to prastare miasto nigdy nie będzie takie, jakim było jeszcze pięć minut temu. Zaczyna się! Niebo otwiera się na Sąd Ostateczny. (…) Zaczyna szumieć wielki deszcz. Deszcz bomb szumi wyraźniej od normalnego… (…) Roenningowi trzęsą się kolana. Lecz teraz wszystkim się trzęsą. Budynek chwieje się i zdaje się, że podłoga piwnicy faluje i staje się wypukła. Gaśnie światło elektryczne. Zapalono bożonarodzeniowe świeczki, wyjęte z kolorowych pudełek. Ryms! To był tylko silny wiatr! Otwierają się wszystkie drzwi, gasną wszystkie świeczki. Po trzeciej próbie rezygnują. Najlepiej pozostać w ciemności, później nie odczuje się wielkiej różnicy. Ale nikt tak nie mówi. W ogóle nikt się nie odzywa. Nie miałoby to sensu przy tak ogłuszającym huku, który przewyższa wszystko, co dotychczas przeżyli. Tym razem te straszne gromy odczuwa cale miasto z mniej więcej czterdziestoma tysiącami żołnierzy, może ze stu czterdziestoma tysiącami cywili, wśród których są starzy, młodzi, niemowlęta, chorzy, umierający i leżący w drgawkach w rogach piwnic, jak i podnieceni w innych kątach. Wszystko zostało podporządkowane wielkiemu introitowi muzyki wielkanocnej miasta. Dla wielu otwierają się niebiosa. Inni widzą ostatkiem ziemskiej świadomości, że niebo, z którego spada ogień, wciąż jest błękitne. W tym czasie w różnych miejscach rozgrywają się niezwykłe wydarzenia. Tutaj podmuch eksplozji wyrzuca starą kobietę przez piwniczne okno. Ma co najmniej sześćdziesiąt pięć lat, a na nogach srebrne balowe pantofelki. Gdzie indziej siła ognia niesie w dal dziwaczny, staromodny damski kapelusz, na którym bukiecik fiołków jest poplamiony krwią. (…) Jak długo trwało trzęsienie ziemi i modlitwa, tego nie wie nikt. Można było się w tym czasie postarzeć i można było osiwieć. Mogła zapaść noc, mógł nadejść kolejny dzień. Gdy pierwsi zechcieli wyjść na dzienne światło, już go nie było. Zapadł słodkawy, łagodny zmierzch. Półmrok. Jeden w wychodzących klepie kolegę po ramieniu: - Człowieku, to wszystko nie może być prawdą!” W Poniedziałek Wielkanocny Rosjanie kontynuowali naloty. Tym razem jednak zamiast ładunków burzących, użyli bomb fosforowych – zapalających. (Ks. Peikiert w swojej „Kronice dni oblężenia” przypuszcza, że bomby fosforowe zrzucały niemieckie samoloty). Iskry wpadały przez wybite okna do mieszkań, najpierw paliły się zasłony, potem poduszki i łóżka. Wkrótce całe mieszkanie stawało w płomieniach, a ogień przenosił się z mieszkania na mieszkanie, z piętra na piętro. Po chwili płonęła cała kamienica, a jęzory ognia sięgały dalej. Paliły się całe ulice, kwartały, dzielnice. Po południu płonęło już całe miasto. ![]() Płonący Wrocław na grafice nieznanego autora Źródło: Wroclaw.Hydral.com.pl Jeszcze raz oddajmy głos ks. Peikertowi: „Po wielu trudach dotarliśmy wreszcie na Kaiserbruecke, gdzie huraganowy wicher o mało nie zepchnął nas do Odry. Z Kaiserbrucke rozpościerał się przed nami smutny widok płonącego Wrocławia, niezapomniana panorama grozy. Płonęły więc dzielnice po obu stronach Odry, po prawej stronie od Kaiserbruecke po Gneisenauplatz (pl. Bema) aż do Sterstrasse (ul. Sienkiewicza), po lewej stronie Odry od Weidendamm (Na Grobli), Klosterstrasse w dół, Ohlauerstrasse poprzez gmach Poczty Głównej, Altbueserstrasse (Pokutnicza) i Neumarkt (pl. Nowy Targ) aż po Sandinsel (Wyspa Piaskowa). Płomienie buchały z wież kościoła katedralnego; dach Katedry był jednym morzem płomieni; płonął kościół Św. Michała, kościół Na Piasku, Św. Wincentego, Św. Wojciecha, Św. Maurycego, Św. Bernarda, Św. Krzysztofa i wszystkie ciągi ulic między tymi kościołami, przede wszystkim zaś Biblioteka Uniwersytecka. Niesamowity i ponury był obraz płonącego Wrocławia wieczorem w Poniedziałek Wielkanocny i w nocy, obraz zagłady najpiękniejszej części tego ładnego miasta. Ciemne i zachmurzone niebo płonęło czerwienią. Gigantyczne kłęby dymu zawisły nad całym miastem. Ciągle odwracaliśmy się, aby spojrzeć na ten makabryczny obraz.” Kolejną ironią losu jest fakt, że miasto, w którym Polacy mieli objąć władzę za niewiele ponad miesiąc, płonęło w dniu tradycyjnego śmigusa-dyngusa. Pod względem militarnym Ofensywa Wielkanocna, której elementem były naloty i mocny ostrzał artyleryjski, była sukcesem Rosjan – udało się im w końcu zdobyć lotnisko na Gądowie, tym samym odcinając oblężoną Festung Breslau od dostaw drogą powietrzną. Pytanie tylko, czy nalot naprawdę był potrzebny? Można przypuszczać, że gdyby skala bombardowania była mniejsza, lub gdyby Rosjanie nie użyli bomb zapalających, dziś Wrocław byłby miastem jeszcze piękniejszym, z jeszcze większą liczbą zabytków. Pamiątki tych smutnych Świąt Wielkiej Nocy 1945 r. wciąż jeszcze są obok nas. Przechodzimy obok nich codziennie, nawet o tym nie wiedząc. To niewybuchy, tak często znajdowane we Wrocławiu przy okazji kolejnych inwestycji. Z kilku, a może kilkunastu tysięcy bomb zrzuconych na Wrocław 1 i 2 kwietnia 1945 r. przynajmniej kilkaset nie wybuchło. I oby wybuchały tylko na poligonie saperskim. /Paweł Andrzejczuk/ |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Autor i blog
Blogosfera wrocławska
Kontakt
Księga gości
Tu zaglądam
Tagi
POLECAM:
Wrocław z wyboru on Facebook
unikalnych użytkowników
Statystyki
Subskrypcje
A jeśli chcesz... |