czyli o Wrocławiu z innej strony

Wpisy z tagiem: statystyki

niedziela, 30 maja 2010
Relacja z powodziowych dni we Wrocławiu i okolicach, którą miałem przyjemność poprowadzić wspólnie z szerokim gronem współpracowników, cieszyła się ogromną popularnością. Szczerze mówiąc wszystko to, co się wydarzyło, wielokroć przerosła moje oczekiwania i jakiekolwiek wyobrażenia. Chciałbym podać kilka danych statystycznych relacji powodziowej, nie po to, żeby się czymś chwalić, lecz aby uświadomić również jej uczestnikom i czytelnikom, że brali udział w czymś naprawdę WIELKIM.

NOWE:
Idzie druga fala? Powódź we Wrocławiu

Blogerzy raczej rzadko ujawniają statystyki swoich blogów. Ja również do tej pory chyba nigdy tego oficjalnie nie zrobiłem. Żeby jednak pokazać skalę zjawiska muszę pokazać „przedpowodziowe” statystyki blogu. A wyglądają one następująco: średnio w ciągu miesiąca blog „Wrocław z wyboru” odwiedzało dotychczas ok. 8-10 tys. unikalnych użytkowników, a blog w tym czasie notuje 10-12 tys. wizyt i 15-20 tys. odsłon. Jak na blog regionalny, w którym nowa notka pojawia się średnio raz na miesiąc i gdzie poruszam jednak dość niszowe tematy - to chyba nieźle.

Oglądalność blogu w czasie 5 dni prowadzenia relacji (od 20 do 25 maja) wzrosła od kilku do kilkunastu tysięcy procent (w zależności od parametrów porównań). Dokładnie wyglądało to tak (dane za Google Analytics, które używam od kilku lat):
  • 157 408 unikalnych użytkowników (UU)
  • 449 123 odwiedzin
  • 2 489 035 odsłon
Przy czym muszę zaznaczyć, że większość czytelników relacji stanowili mieszkańcy Wrocławia (ok. 100-120 tys. UU – 311 tys. odwiedzin), do tego kilkanaście tysięcy wejść blog odnotował z miejscowości w okolicach Wrocławia. Jeśli chodzi o dane dotyczące Polski, to blog zanotował odwiedziny z 390 miast, relację czytano w 85 krajach, nawet tak egzotycznych, jak Zimbabwe, Sudan czy Tunezja… 





Popularność blogu rosła szybciej niż poziom wody w Trestnie. Pierwszego dnia relacji (czwartek 20 maja) blog zanotował 27 tys. odwiedzin, w piątek, 21 maja - 85 tys., w sobotę, 22 maja – rekordowe 140 tys., w niedzielę, 23 maja – 110 tys., w poniedziałek, 24 maja – 64 tys., a we wtorek, 25 maja – 24 tys. odwiedzin.

Na blog czytelnicy relacji trafiali z 569 źródeł (czyli domen, na których ktoś zamieścił link do blogu).

Ponad 250 tys. odwiedzin przypadło na wyszukiwarki internetowe, przy czym – ku mojemu zdziwieniu – na blog internauci trafiali najczęściej wpisując w wyszukiwarkę hasło "Wrocław z wyboru" (dokładnie 25 459 razy), na kolejnych miejscach, po których internauci trafiali na blog znalazły się słowa kluczowe: "Wrocław powódź 2010" (20 689 razy), "powódź Wrocław 2010" (11 748 razy) i "powódź Wrocław" (7 571 razy). Reszta to tzw. długi ogon  i przypada na niego aż 42 050 różnych słów kluczowych, jednak te cztery, które wymieniłem powyżej były najbardziej popularne.

Jaki z tego wniosek? Popularność frazy „Wrocław z wyboru” świadczy o tym, że większość z czytelników relacji usłyszało o blogu od kogoś lub np. z radia. Czyli to, co powiedziałem na antenie PRW, że informacja o relacji była przekazywana z ust do ust, jest prawdą. Nie sądziłem jednak, że ta „poczta pantoflowa” działa tak wydajnie.

Na potwierdzenie moich słów, również z rozmowy w PRW, że blog był czytany na komórkach i innych nowoczesnych gadżetach, często bezpośrednio na wałach: statystyki bloga również to potwierdzają. Okazuje się, że blog zanotował przez 5 dni relacji dokładnie 3 623 odwiedziny z urządzeń mobilnych. Najczęściej blog był odwiedzany z telefonów z systemem operacyjnym Symbian (1 651 odwiedzin), iPhone (1 291) i Android (249). Co ciekawe 49 odwiedzin odnotowano z najnowszej zabawki koncernu Apple – iPada. Dla wyznawców jabłuszek jeszcze informacja – spośród wszystkich urządzeń mobilnych, to właśnie oni spędzali na blogu najwięcej czasu – śr. 7 min. 10 sek. Szczerze mówiąc nie pomyślałem, że blog będzie ktoś czytał na komórce – gdybym miał więcej czasu i znał te dane, to przed rozpoczęciem relacji przygotowałbym jakąś mobilną wersję blogu.

Autorka tekstu o tej „blogowej akcji”, który ukazał się kilka dni temu w serwisie Interaktywnie.com, nazwała całe przedsięwzięcie „największą relacja z powodzi”. Nie znam sytuacji, w której zupełnie spontanicznie w sytuacji kryzysowej zawiązuję się „Redakcja”, złożona z 300 „Korespondentów” (bo tyle osób pisało do mnie maile), którzy w ciągu 5 dni przesyłają 3000 maili z informacjami, zdjęciami i filmami (łącznie ok. 4 GB danych!).

Biorąc pod uwagę ilość osób współtworzących relację z powodzi blog „Wrocław z wyboru” był największą dolnośląską, jeśli nie polską redakcją, zaś biorąc pod uwagę tzw. zasięg blog - czy się to komuś podoba czy nie - był jednym z największych mediów działających w dniach powodzi we Wrocławiu. Przekazywał informacje pozyskane od wielu ludzi, z których korzystały tysiące mieszkańców Wrocławia i okolic. Nie spotkałem się jeszcze z podobnym fenomenem i nie śmiałem przypuszczać, że taki "lokalny blog", jak nazywają go teraz niektórzy, może stać się dla mieszkańców wiarygodnym i rzetelnym źródłem informacji. Do tego było to miejsce, w którym czytelnicy non stop, 24 h/dobę przez 5 dni informowali się, próbowali koordynować pomoc, dementowali lub potwierdzali różne doniesienia, wykorzystując system komentarzy pod każdym z 39 wpisów z relacją z sytuacji powodziowej - przez ten czas przybyło ok. 8,5 tys. komentarzy.

„To doskonały przykład na to, jaką siłą są media społecznościowe” – tak podsumowała „blogowe pospolite ruszenie” autorka wspomnianego tekstu w serwisie Interaktywnie.com. To wszystko było możliwe dzięki Wam – piszącym, czytającym i podejmującym działania, za co w tym miejscu po raz kolejny Wam Wszystkim dziękuję!

Nie zapomnijcie, o tym w czym braliście udział i pamiętajcie, że jesteście sercem tego miasta.

Paweł Andrzejczuk
    Czytam i polecam: